Schetynie trzeba partnera. Rewolty małe i duże

POLITYKA [Liderzy, Platforma, bunt]

W złotej erze Platformy Obywatelskiej Donald Tusk grał rolę dobrego ojca partii, Grzegorz Schetyna – złego policjanta, trzymającego działaczy „za pysk”. Obecnie Schetyna – teraz już szef PO – nadal umie rządzić twardą ręką. Efektów jednak nie ma – brak kogoś, kto zagrałby dawną rolę Tuska. O frakcyjnych walkach w PO piszę od lat. Obserwuję wszystkie te liczenia szabel przed wyborami władz partyjnych, te przewroty przymierzy i z poświęceniem budowane sojusze. Przez cały ten czas Grzegorz Schetyna wzbudzał we mnie niechętny podziw. Grillowany przez Donalda Tuska, opuszczany przez sojuszników, po każdej porażce podnosił się, by dalej walczyć o zrealizowanie swojej wizji Platformy Obywatelskiej. Albo mówiąc wprost: o przejęcie władzy. Można o nim powiedzieć wiele złego – w końcu określenie „Grzegorz »Zniszczę cię« Schetyna”, którym tak chętnie określają go koledzy partyjni, skądś się wzięło – ale zarazem nie sposób odmówić mu determinacji i konsekwencji. Już kilka lat
     
12%
pozostało do przeczytania: 88%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze