Park z parkingu, czyli wybory za pasem

Felieton [Mucha na dziko]

Będzie lokalnie, ale temat dotyczy Polski. Jest sobie w Krakowie plac, który od lat pełni rolę parkingu. Plac to może za dużo powiedziane – to niezagospodarowany teren w centrum miasta, przy ulicy Karmelickiej, tuż obok historycznego centrum. No i na tym terenie, pomiędzy Wojewódzką Biblioteką Publiczną a kilkoma wcale nie najpiękniejszymi kamienicami, na szerokim pasie betonu, od lat parkują samochody. Miasto owszem, miało szereg pomysłów, by pas zagospodarować, jednak sprowadzały się one do wlania w historyczną zabudowę potężnej ilości betonu. Po uprzednim sprzedaniu go deweloperom, zapewne. W ten sposób miasto dorobiłoby się w sąsiedztwie Plant, kościoła Karmelitów i Teatru Bagatela, przy jednej z głównych prowadzących do rynku ulic, parku. Bowiem w nowomowie deweloperów „parkiem” określa się dziś nie zielone tereny, lecz budynki mieszkalno-usługowe. Czasami takie fury betonu zyskują też wymyślne nazwy, np.: „Tarasy Dionizosa”, „Lewandów Park”, „Zielona Dolina”, „
     
49%
pozostało do przeczytania: 51%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze