Spotkałem Geremka

Ostatnio okazało się, że rozmawiam z duchami. Tak wyszło. Trochę kadzidełek i już. Wśród dymu przybywają do mnie najróżniejsze postacie. Nie myślałem, że będę miał akurat takich gości. Ale gdy okazało się, co zaświaty miały mi do przekazania, wszystko stało się wręcz oczywiste. Pierwszym moim gościem – zakołatał cicho i jakby nerwowo do moich drzwi – okazał się Bronisław Geremek.

Nie czekając nawet, aż mu otworzę, przecisnął się przez dziurkę od klucza i swobodnie unosząc się nade mną w oparach kadzidła, zaczął swoją przemowę cichym, profesorskim głosem: „Dawid, stary… muszę komuś to powiedzieć. A przez próg Czerskiej moja dusza już nigdy nie przestąpi! To, co się tam odwala! Wroński – podłość i wstyd. Jeśli istnieje definicja tępego dresa dziennikarskiego, to on ją uosabia. Kłamie, kłamie i kłamie! To już lepszy zwyczajny dres, ten przynajmniej swoich kompleksów na innych nie przerzuca, zbyt zajęty sępieniem na flaszkę pod monopolowym. A Wielowieyska? Średnio rozgarnięty przedszkolak z ADHD lepiej rozeznaje rzeczywistość niż ona. Nie kumam, Dawid. To dla kasy? Mam nadzieję, bo inaczej tłumaczyć to muszę ciężką chorobą. A lubię dziewczynę. Michnik? Wiesz, nam, duchom, nie wypada już używać wulgaryzmów. A inaczej tego specjalisty od crocsów określić się nie da”.

I pyk. Nagle zniknął. Zostawiając mnie oszołomionego… A tu nagle łomot i dzikie sapanie. Duchy sapią? A to Bartoszewski próbuje się do mnie dostać. Ten prostszy miał przekaz... pod sufit podleciał i kręcąc się tam, jak oszalały zawodził: „Bydło, bydło, bydło, myliłem się, jednak Platforma to bydło!”. I znowu pyk. Wszystko zniknęło i sam zostałem w dymie kadzideł.

To oczywiście żart. Żadnych duchów nie widziałem. Wątpię zresztą, by Geremek i Bartoszewski dyskutowali o takich sprawach w zaświatach, nie znam też ich opinii o wspomnianych postaciach. To wszystko fikcja. Ale pokazuje ona, jak żenujące jest to, że dotychczasowi wrogowie Lecha Kaczyńskiego dziś...
[pozostało do przeczytania 4% tekstu]
Dostęp do artykułów: