Stop dla pastafarianizmu

Wojujący bezbożnicy przyjęli ostatnio nową strategię. Zamiast zakazywać religijności, karać za pobożność, postanowili ją ośmieszać. I w tym celu powstał pastafarianizm, nazywany niekiedy Kościołem Latającego Potwora Spaghetti.

Teraz na drodze jego działania stanął… sąd. Tak, tak. Najprawdziwszy sąd. I to nie zacofany – polski, litewski czy węgierski, ale światły, nowoczesny, niemiecki – wzór rozsądku i umiarkowania. Sąd uznał, że władze lokalne mogą zakazać Kościołowi Latającego Potwora Spaghetti reklamować swoje rzekome nabożeństwa w miasteczku Templin w Brandenburgii. W Niemczech czymś absolutnie normalnym jest, że przy wjeździe do miasteczka stoją tabliczki informujące o tym, w jakich godzinach w kościele, katolickim lub luterańskim, są nabożeństwa. Lokalne władze miasteczka Templin zdecydowały jednak, że u nich nie będzie pastafariańskich tabliczek, a sąd przyznał im rację. Dlaczego? Otóż pastafarianizm nie jest żadną religią, lecz jedynie dość żałosną parodią tejże. Stworzył ją fizyk Bobby Henderson. To on napisał list otwarty do Zarządu Edukacji w stanie Kansas, który był odpowiedzią na debatę, czy teoria inteligentnego projektu nie powinna być w szkołach nauczana na równi z teorią ewolucji. W liście zażądał równego czasu na nauczanie o Latającym Potworze Spaghetti jako stwórcy świata. Pastafarianizm to parodia monoteizmu, a „wyznanie” to przyjmują głównie ateiści i agnostycy. Robienie sobie żartów z religii nie powinno być wspierane przez państwo. I dobrze, że nawet Niemcy mają tego świadomość.
[pozostało do przeczytania -1% tekstu]
Dostęp do artykułów: