Starcie w realu czy wirtualu?

Trwa cyfrowy wyścig zbrojeń. I dobrze by było, by środowiska patriotyczne zrozumiały, że Polska w tym wyścigu nie poradzi sobie, nie mając po swojej stronie licznych, młodych talentów informatycznych.

Kończy się przedstawienie teatralne, które podobało Ci się tak sobie. Klaszczesz lekko, z grzeczności, podobnie jak osoby siedzące obok ciebie. Nagle z kilku miejsc sali dochodzą fale energicznych oklasków, dołączają się do nich inni ludzie, a nawet i Ty (przecież nonkonformista) zaczynasz klaskać mocniej, bo myślisz, że skoro pozostałym widzom tak się podobało, to może w sumie było to dobre przedstawienie. A gdy oklaski narastają, przedłużają się, ludzie wokół wstają, klaszcząc nadal, wstajesz i Ty. Klaszczesz z poczuciem, że chyba nie doceniłeś mistrzostwa aktorów.

Klakierzy
To od starożytności znane zjawisko klaki: ukartowanego aplauzu albo potępienia, którego celem jest sterowanie nastrojami publiki. Manipulowanie jednymi ludźmi przez innych jest zapewne tak stare jak ludzkość. Istotą manipulacji jest wprowadzenie kogoś w błąd tak, by podejmował działania, które dla niego samego mogą okazać się niekorzystne, dadzą natomiast skutki wygodne dla inicjatora manipulacji. Kluczem do sukcesu w manipulacji jest pewna przewaga poznawcza manipulatora nad manipulowanym, zwłaszcza skrywanie przez tego pierwszego całości swych intencji.
Zwykły widz na teatralnej widowni nie wie, że inicjatorzy wybuchu entuzjazmu lub dezaprobaty są z kimś w zmowie (za pieniądze lub inne korzyści). Ale jeśli ktoś wiele razy występuje w roli klakiera, to jego twarz można zapamiętać. A co z klaką w świecie cyfrowym?

„Moją ojczyzną jest Facebook”
Tak napisał fotograf, dziennikarz i podróżnik, który pewnie – jak miliony innych osób – dzień zaczyna od przejrzenia wpisów na swojej tablicy w Facebooku. Do takich osób poza postami znajomych i znajomych tych znajomych docierają też wpisy, zdjęcia, gify...
[pozostało do przeczytania 78% tekstu]
Dostęp do artykułów: