Wiktor, czyli Majdan w Warszawie

Dodano: 01/08/2017 - Nr 31 z 2 sierpnia 2017

Felieton [MUCHA NA DZIKO]

Wiktora poznałem w czasie protestów w Kijowie. Działał w Samoobronie, pilnował bezpieczeństwa na placu. Potem wielokrotnie krążył z pomocą dla wojska i oddziałów ochotniczych. Trasę z ukraińskiej stolicy na front pokonał zapewne kilkadziesiąt razy. Bliżej zaprzyjaźniliśmy się przy okazji konwoju humanitarnego organizowanego przez Stowarzyszenie Pokolenie i wspieranego przez Strefę Wolnego Słowa – w tym przez naszych czytelników. W ramach tamtej akcji wysłaliśmy na pomoc walczącej z Rosją Ukrainie m.in. samochody terenowe i zaopatrzenie. Wiktor był jednym z tych, którzy obstawiali konwój, by bezpiecznie dotarł na linię frontu. Wówczas jeszcze miał przekonanie, że konflikt uda się szybko rozwiązać, wszak świat zachodni wysyłał wówczas „mąkę, worki otuchy, tłuszcz i dobre rady”. Jakże mogłoby być inaczej? Krążył więc między Kijowem a Donbasem. W drodze na wschód – skoncentrowany, jak na wojskowego przystało. W drodze powrotnej – rozluźniając się w typowy dla wracających
     
47%
pozostało do przeczytania: 53%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze