1 lutego 2012

Gdyby nie było tego osobistego stosunku, i tak nie mogliśmy się z Jackiem pobić z innego powodu. Byliśmy bokserami innej kategorii wagowej (notabene Jacek znał się na boksie, podobnie jak na golfie czy tenisie). On startował – mówiąc kategoriami boksu zawodowego – w tej królewskiej, ciężkiej. A ja? Niech będzie – w koguciej. I czułem się w niej dobrze. Tacy zadziorni z koguciej, od spraw lekkich, zgrywy, happeningu też są niezbędni w dobrej drużynie. Wesoła, płocha II RP miała ich świetnych. I sprawdzili się także w niewesołych czasach.

Natomiast Jacek miał świat poukładany w głowie, rozumiał sprawy najwyższej wagi, o których miałem blade pojęcie, a i to głównie z jego artykułów
[pozostało do przeczytania 80% tekstu]
Dostęp do artykułów: