Rok smoka

2000/2001 to inna zwrotnica, której sens trudno odczytać. Wraz z upadkiem dwóch wież zakwestionowano hegemonię Zachodu i faktycznie rozpoczęło się zapowiadane przez Huntingtona „zderzenie cywilizacji”.

Co można powiedzieć o obecnym Drewnianym Smoku? Najwyżej to, że w grudniu 2012 r. mimo proroctw Majów końca świata na pewno nie będzie. Jednak mimo to przyszłość zapowiada się niezwykle ciekawie.

I tylko szkoda, że właśnie w takim momencie zabrakło kogoś, kto stworzony był do komentowania wydarzeń światowych. Myślę o Jacku Kwiecińskim – wspaniałym dziennikarzu i człowieku zaliczającym się do szlachetnej, ale nielicznej kategorii Niezłomnych, do której sam nawet nie aspiruję. Może dlatego z jego strony dochodziło do drobnych połajanek. Ale kto od niego nie obrywał? Ziemkiewicz, Łysiak...

A przecież był w naszym zespole postacią bezcenną. Przed wielu laty, w audycji „60 minut na godzinę” pewien mądry kolega (że dziś zgłupiał, to zupełnie inna historia) apelował, abyśmy jako autorzy starali się różnić, nie upodabniać, pielęgnować własną odrębność, nie wstydzić się własnych barw.

I Jacek był taka barwą „Gazety Polskiej” – soczystą, niestety niepowtarzalną.

Nie dowiem się przed czasem, kto wygra wybory w USA, nie zdenerwuję ostrym sformułowaniem, na które kogoś innego nie byłoby stać...

Ciekawe, że podczas ostatnich kilku spotkań jakby złagodniał, prywatnie poczułem nieoczekiwanie dotknięcie jego życzliwości, może nawet sympatii... I czuć je będę zawsze. Aż do końca własnego kalendarza.
[pozostało do przeczytania -3% tekstu]
Dostęp do artykułów: