Niezłomni zwyciężają

„Łączka” stołecznego cmentarza na Powązkach Wojskowych. Ekipa naukowców prof. Krzysztofa Szwagrzyka, wspierana przez rzesze wolontariuszy, zakończyła ekshumacje polskich bohaterów, zrzuconych do bezimiennych dołów śmierci w latach 40. i 50. ubiegłego wieku przez czerwone bestie. Wydobyto około 300 szczątków wyklętych przez komunistów Żołnierzy Niezłomnych.

Jednak zanim do tego doszło, trzeba było stoczyć długotrwałą walkę. Bo za rządów PO-PSL i prezydentury Komorowskiego prace w kwaterze Ł zostały wstrzymane – pod płaszczykiem komplikacji proceduralnych. A w tle były WSI i tacy ludzie jak płk Mazguła, resortowe układy i rodziny.

Co dalej? Po pierwsze – i to jest apel do pionu śledczego IPN – należy w końcu wykryć sprawców ostatniego etapu łączkowej zbrodni. To było zaledwie 35 lat temu! Bo w 1982 r. sowiecki generał Jaruzelski pod osłoną stanowojennej nocy wysłał na polskich patriotów ciężki sprzęt, aby do końca zniszczyć Ich kości (w ostatnim etapie ekshumacji na blisko 100 poszukiwanych znaleziono tylko kilka pełnych szkieletów). Barbarzyński plan zakładał zatarcie wszelkich śladów po zamordowanym wojsku II RP. To miała być zbrodnia doskonała. Całkowite wyklęcie.

Ale komuniści przegrali, przegrali przede wszystkim wojnę o pamięć. Zwycięzcami są Niezłomni. Bo choć fizycznie wyeliminowani, z przestrzelonymi czaszkami, przykryci ziemią i późniejszymi grobami, ze zmiażdżonymi kośćmi, wrócili do nas w chwale. I nawet jeśli po człowieku została tylko mała kostka, istnieją szanse na identyfikację. Identyfikację rtm. Pileckiego, gen. Fieldorfa, ppłk. Cieplińskiego i pozostałych.
Do pełnego zwycięstwa potrzeba jeszcze jednego. Zastąpienia straszącego na części „Łączki” panteonika/kunertonika (od pomysłodawcy A.K. Kunerta) prawdziwym panteonem Niezłomnych. Tak żeby zamiast obecnych szufladek wszyscy mieli swoje GROBY – jak na Cmentarzu Orląt Lwowskich. Bo każdy człowiek na końcu ziemskiej drogi na to zasłużył, a...
[pozostało do przeczytania -1% tekstu]
Dostęp do artykułów: