Kanalie i mordy

Pamiętacie Państwo spot Platformy „zło”? To był w historii polskiej polityki moment przełomowy. Po raz pierwszy w dziejach III RP główne ostrze ataku politycznego, mającego zmobilizować elektorat partyjny, zostało wymierzone nie w polityków, lecz w zwykłych wyborców, rodaków i współobywateli. Zagrożeniem przestali być skorumpowani czy nieudolni decydenci – a stali się nim inni Polacy.


Niestety, konsekwencje rozpętanej wtedy nagonki odczuwamy do dziś. Ten strach przed własnym rodakiem, pogarda wobec niego (wszyscy pamiętamy, co działo się po wprowadzeniu 500+, tę lawinę wypocin publicystycznych o tym, że bydło zaczęło jeździć nad morze), poczucie wyższości – dzieli i rozbija nasze społeczeństwo. Powoduje, że tak łatwo nim sterować, tworzyć w jego obrębie prowokacje. I, chociaż wina PO jest tu oczywista, także prawica zaczęła tę retorykę przejmować. Widać to chociażby w wielu reakcjach na ostatnie protesty. Ja też uważam, że hasła wznoszone na tych manifestacjach są bezdennie głupie. Też nie znoszę polityków tam obecnych. Ale nie jest to powód, aby przerzucać tę niechęć na zwykłego obywatela, na rodaka, który, w moim odczuciu zmanipulowany, idzie pełen dobrych intencji na protest. Prawica powinna strzec się tej nienawiści, pokazywać nowe standardy. Wiele osób na to dictum odpowie: a co ostatnio sam Jarosław Kaczyński wygadywał? Prezes PiS odwoływał się do bardzo konkretnej sytuacji, która miała miejsce przed 10 kwietnia 2010 r. Mówił o pełnej nienawiści nagonce na prezydenta Lecha Kaczyńskiego, ciągłym obrażaniu go. Mówił o tej obrzydliwej hucpie rozkręconej przez Palikota – pluciu na ofiary katastrofy smoleńskiej, wrzaski „jeszcze jeden” czy „zimny Lech”. Odwoływał się do intencjonalnego powtarzania przez ówczesną władzę i sprzyjające jej media kłamstw, takich jak te o pijanym generale Błasiku, wypuszczanych przez rosyjską putinowską propagandę. To były więc słowa skierowane do konkretnych polityków i dziennikarzy. Na tym poziomie...
[pozostało do przeczytania 1% tekstu]
Dostęp do artykułów: