Cyborgizacja człowieczeństwa

Nie ustają próby, by połączyć ludzki mózg z wielkimi komputerami, a może nawet siecią. Są to pomysły śmiertelnie niebezpieczne. I nie trzeba być chrześcijaninem, by to dostrzec.

W awangardzie zwolenników takich pomysłów, nieodmiennie od kilku lat pozostaje miliarder i wizjoner (niestety zdecydowanie antychrześcijański) Elon Musk. To jego firma Neuralink zamierza opracować „ultraszybkie interfejsy mózg-maszyna”, które miałyby „połączyć ludzi i maszyny”. I choć inżynierowie, a także sam Elon Musk, zapewniają, że pierwszym celem ich projektów miałaby być pomoc osobom z uszkodzonym – w efekcie udaru lub operacji – mózgiem, to wiadomo, że na tym się nie skończy. Neuralink bowiem przyznaje także, że ostatecznym celem jest stworzenie dzięki sieci połączeń możliwości połączenia się z Internetem bez potrzeby komunikacji słownej czy pisanej. Tyle że pomysł ten jest zwyczajnie niebezpieczny. Wystarczy zadać sobie pytanie, jak go przetestować? Trudno sobie wyobrazić zgodę jakiejkolwiek komisji medycznej na modyfikowanie mózgu ludzkiego (z niewiadomymi przecież skutkami) u zdrowych osób, by przetestować nową technologię. Warto też zadać pytanie, jak zapobiec przejmowaniu informacji, prywatności, zawartości mózgu przez osoby niepowołane? I wreszcie: jak zapobiec temu, by z wiedzy na temat zawartości naszego mózgu nie korzystały gigantyczne korporacje czy nawet państwa? Jak uniknąć możliwości kontroli ludzkości przez globalne, informatyczne korporacje? Można oczywiście powiedzieć, że wszystko to są problemy dalekiej przyszłości, ale… gdy technicy zaczynają pracować nad pewnymi rozwiązaniami, to rolą filozofów i etyków jest zadawanie pytań o ich moralną dopuszczalność!
 
[pozostało do przeczytania -1% tekstu]
Dostęp do artykułów: