Gdzie są scenarzyści?

W ostatnim tygodniu zapanowało zdziwienie, że znany prowokator okazał się TW „Matką”. Nie to jest jednak najważniejsze, bo czyż można sobie wyobrazić, że w Ubekistanie zawartość Ubekistanu jest bliska zeru?

Oczywiście nie, w odróżnieniu od zawartości cukru w niemieckim cukrze procent Ubekistanu w Ubekistanie jest wysoki. Od 1988 r. jesteśmy widzami w teatrzyku dla ludu. Jeśli ludzie zmęczą się marionetkami stojącymi na straży żerowiska, zmienia się im nazwy i lud wybiera nową szansę. Jeśli rośnie niezadowolenie, tworzy się partię antysystemową, by skanalizować niezadowolenie. Jeśli autentyczne siły sprzeciwu wychodzą z niszy, scenarzysta uruchamia infiltrację w celu kompromitacji. Mając monopol medialny i sądowy, można też selekcjonować przeciwnika, eliminując osobniki niebezpieczne, i promować osoby plastikowe, które będą umoralniały bezpieką zamiast jej się pozbyć, będą ograniczały działania do wzniosłych przemówień, aż z bezczynności ich frazesy ludziom obrzydną samą ideą zmiany i przekonają, iż jest ona niemożliwa.

Dlatego powinniśmy zainteresować się scenarzystami i reżyserami. Już raz wykryto „szafę Lesiaka”, no i co? Nic. Jak zwykle. Pokazano, że można bezkarnie niszczyć polityków, rozbijać partie, organizować kampanie nienawiści, jeśli Ubekistan uzna to za korzystne lub poczuje się zagrożony.

Wydawałoby się, że „dobra zmiana” zabierze się za macherów zza kulis. Widzimy już, że ktoś rozpostarł nad nimi parasol ochronny. Wolno tylko się skarżyć, oburzać i żałośnie miauczeć.

Gdy Sumliński został uniewinniony, w wyroku wydanym już dzień po wyborach mogliśmy przeczytać, iż dziennikarz „padł ofiarą podłej prowokacji i kombinacji operacyjnej służb specjalnych – Wojskowych Służb Informacyjnych i Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego”.
No to gdzie są autorzy owej prowokacji? W więzieniu? Nie, przy następnej robocie!
 
[pozostało do przeczytania -3% tekstu]
Dostęp do artykułów: