Niewygodni śledczy z IPN

To, że pion śledczy IPN jest przysłowiową solą w oku wielu polityków i osób publicznych, wiadomo było od dawna, o czym świadczą publiczne wypowiedzi: „W tym stanie rzeczy należy to towarzystwo jak najszybciej rozgonić i powołać fachowców” (Lech Wałęsa), „Instytut ma szansę przetrwać tylko wtedy, jeśli będzie ideologicznie i politycznie neutralny. A jeśli będzie jednostronnie nadużywać środków publicznych, to one się skończą” (premier Donald Tusk). „IPN jest instytucją niepotrzebną i szkodliwą” (Stefan Niesiołowski).

Odwołanie Dariusza Gabrela wpisuje się w proces demontażu Instytutu Pamięci Narodowej. Tym bardziej że nie jest to pierwsze odwołanie w pionie lustracyjnym – niedawno stanowisko straciła prokurator Agnieszka Rusiłowicz z Oddziałowego Biura Lustracyjnego IPN w Białymstoku, która 24 grudnia 2010 r. skierowała do sądu wniosek o wszczęcie postępowania lustracyjnego wobec posła PSL Adama Krzyśkowa. Poseł ludowców miał zataić fakt współpracy z Wojskową Służbą Wewnętrzną.

Wściekłe ataki

Instytut Pamięci Narodowej był tolerowany, gdy nim kierował (chociaż lepsze byłoby określenie – administrował) pierwszy prezes IPN Leon Kieres, obecnie senator PO. Mający doskonałe kontakty z ówczesnym premierem Leszkiem Millerem prezes Kieres nikomu nie szkodził i nikomu się nie naraził. Sytuacja całkowicie się zmieniła, gdy w 2005 r. prezesem IPN został prof. Janusz Kurtyka. Za jego rządów Instytut stał się prężną placówką naukowo-badawczą ze sprawnie funkcjonującym pionem lustracyjnym. W 2007 r. został zlikwidowany urząd Rzecznika Interesu Publicznego, który zajmował się lustracją, a jego obowiązki przejął pion śledczy IPN.

Obowiązująca od 2007 r. ustawa lustracyjna wywołała wściekłość części środowisk. „Gazeta Wyborcza” na swojej stronie internetowej uruchomiła specjalny serwis poświęcony lustracji.

Dziennikarze z mainstreamowych mediów wzywali do „nieposłuszeństwa obywatelskiego” i do nieskładania...
[pozostało do przeczytania 77% tekstu]
Dostęp do artykułów: