Poczekajmy, aż wyrosną z pieluch

Gdy miałem 10 lat, razem z kolegami paliłem pierwsze papierosy za szkołą, przy śmietniku. Ale byliśmy dorośli! Przeklinaliśmy, ile wlezie, i pluliśmy w śmieci, tacy byliśmy twardzi. Wspominam te czasy z uczuciem politowania wobec samego siebie, ale po tym, co się ostatnio wyrabia w Polsce, wiem, że jak na III RP i tak byliśmy niebywale dojrzali.

Próbowałem swoich oponentów traktować poważnie. Serio. Jak przeciwników, których zdanie może nie tyle szanuję, ile traktuję jako punkt odniesienia w debacie. Sytuacja w związku ze spektaklem „Klątwa” wyprowadziła mnie z błędu… Podcieranie się, niszczenie krzyża, uprawianie seksu oralnego ze statuą Jana Pawła II, wrzaski, bluzgi itd. Ot, głębia ich propozycji. Poza wszystkim – jest to potwornie nudne. I przestarzałe. Kto bawi się jeszcze w tak marne zaczepki? Zaś fiksacje analne, wszechobecne w spektaklu, ewidentnie znamionują zdziecinnienie.

Bo to jest dzieciarnia. Namolna, niedojrzała, niezbyt mądra dzieciarnia. Czy można dyskutować i traktować poważnie bachora, który narobił w pieluchy i pełen samozachwytu pokazuje swoje brudne „dzieło”? Bachora zapatrzonego w Zachód, w którym takie prowokacje przestały być modne całe dekady temu. Bachora, który nawet nie wie, że w oczach swojego autorytetu jest właśnie tym, kim jest – dzieciakiem bawiącym się starą, brudną pieluchą.

Tymczasem dowiadujemy się już ze stron autorytetów i mediów „opozycyjnych”, że to najważniejszy spektakl ostatnich lat, test na wolność słowa i tym podobne napuszone bzdety. Ale pozostaje pytanie: czy można w ogóle z takimi rozmawiać? Jak racjonalnymi argumentami przekonać pięciolatka, który narobił na środku pokoju i puszy się jak paw, że to nie jest normalne zachowanie? Dyskusja nie ma sensu. Musi po prostu dorosnąć. Nam zostaje tylko jedno – śmiać się z nich, pokazując, jak bardzo są infantylni. Ale na pewno nie traktować poważnie. Na to akurat nie zasługują.

 
[pozostało do przeczytania -2% tekstu]
Dostęp do artykułów: