21 grudnia 2011

Porzucony idol

Pewno w innym miejscu napiszę więcej o Margaret Thatcher i UE. Walczyła o brytyjskie interesy, owszem. Ale to z jej inicjatywy przyjęto w imię wolności gospodarczej tzw. Single European Act (1986). Stała się eurosceptykiem, gdy powstał projekt „europejskiej waluty”, gdy Jaques Delors zaczął zapowiadać, że wszystkie najważniejsze decyzje dotyczące państw-członków będą zapadać w Brukseli. „Wspólna waluta i wspólna polityka ekonomiczna sugerują ostatecznie wspólny rząd”. „Państwo >Europa< z własną flagą, hymnem, armią, parlamentem, rządem, walutą i w końcu – można przypuszczać – wspólnym narodem” – pisała. Odrzucała unię polityczną pod każdą postacią. Bredzenia federalistów o St. Zjednoczonych Europy porównywała do wizji Orwella. PS Ciekawe, czy Sikorski potłukł popiersie M. Thatcher, które kiedyś zdobiło jego biuro?

Nie mają Tuska

Nie będę zanadto rozwodzić się o sprawach UE. Powiem tylko, że choć być może w końcu wszyscy (poza W. Brytanią) zaakceptują „układ”, to w szeregu państw do sprawy podchodzi się niezwykle poważnie. Postawa „jeszcze więcej Europy” bynajmniej nie jest popularna. Paradoksalnie, nie godząc się na oczywiste zmiany Lizbony, Cameron przysłużył się eurokratom. Bo wówczas trzeba by zmieniać konstytucje wszystkich krajów i nie byłby to proces łatwy. A tak będzie można jakoś doczepić „pakt” do „praw Unii”. Jak najszybciej, „by był bezpieczny prawnie i do zaakceptowania przez unijne instytucje” – mówi Barroso. „Unijne instytucje”. O „unijnych poddanych” i ich opiniach ani słowa. To typowe. Demokratyczne.

Sowieciarz, nobilitowany

Mało pisałem o stanie wojennym. Bo wielokrotnie powiedziałem już na ten temat wszystko. „Od zawsze” twierdziłem, że zmasowana interwencja Sowietów w Polsce – dużym, centralnym kraju – była wykluczona. Natomiast Jaruzelski od czasów zwalczania niepodległościowego podziemia aż do końca był...
[pozostało do przeczytania 76% tekstu]
Dostęp do artykułów: