Pieśń ujdzie cało

W samej rzeczy targały nim cztery wielkie namiętności – Polska, komunizm, kobiety i alkohol. Każda traktowana dość specyficznie. W każdej był arcypolski – żołnierz Legionów i kawaler Virtuti Militari, który, jak Cezary Baryka, wybrał drogę na lewo. Zakazywany przez międzywojenną cenzurę, ale pracujący w mainstreamowych „Wiadomościach Literackich”, więzień sanacji i przyjaciel generała Wieniawy-Długoszowskiego, który przysyłał mu do więzienia obfite paczki z żywnością i popitką. Niezależny, osobny, nieraz samotny. A jednocześnie rozpoznawalny i kochany przez tłumy, jak żaden poeta przed nim ani po nim. Komunizował, ale nie wstąpił do KPP. Pijał w Belwederze z Bierutem, ale wysłał go do diabła, gdy ten zaproponował mu napisanie nowego hymnu. Witany na podbitej Ukrainie jako „polski poeta proletariacki” i zaraz potem więziony w Zamarstynowie i na Łubiance. Żołnierz Andersa, usychający w Palestynie z tęsknoty za Polską, i czołowy bard PRL-u, wpakowany przez jej władzę do psychuszki.
     
37%
pozostało do przeczytania: 63%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze