Polskie kino bierze się za pornobiznes

Polski strzał w przemysł porno

Wkroczenie w świat pornobiznesu uruchamia serię zdarzeń, które nie tylko zmieniają ich wzajemne relacje, ale prowadzą również do degeneracji moralnej. I to jest istota filmu Jadowskiej. Świat przedstawiony przez reżyserkę jest brudny, skorumpowany, wyprany z moralnych zasad i realnie upadły. W niezwykle surowym i ostrym filmie reżyserki „Teraz ja” nie ma pozytywnych bohaterów. Jadowska nie idzie na szczęście prostą drogą i nie potępia ich. Pokazuje skomplikowany świat, który nie pozwala im wyrwać się z matni. Każdy z tych bohaterów ma zniszczone życie przez przemysł pornograficzny. Nawet ci, którzy są jego kreatorami, w rzeczywistości są jego wytworami.

Film Jadowskiej uświadamia nam, że za wyreżyserowanymi scenami porno kryją się uczucia każdego z „aktorów”. Dzięki niemal dokumentalnym obrazom uświadamiamy sobie również, że zmuszana (w ten czy inny sposób) do odczłowieczonego seksu przed kamerą dziewczyna jest osobą, która jest w realnym świecie czyjąś córką albo czyjąś mamą. Takie kobiety możemy mijać na ulicy, gdy idą zapłakane po kolejnym dniu zdjęć, który ma później pomóc „wyładować się” napalonym facetom. I to jest główna siła tego potrzebnego i odważnego obrazu. Myślę, że po jego obejrzeniu żaden zdrowy na umyśle mężczyzna nie weźmie do ręki ze swobodą DVD z polskim porno. Mam nadzieję, że „Z miłości” zostanie obejrzany przez wielu Polaków (mimo że nie został kupiony z wiadomych względów przez multipleksy), ponieważ ma on siłę większą niż kazanie najlepszego Savonaroli.

„Z miłości” jest pierwszym polskim filmem opowiadającym o kulisach tej z pozoru nieszkodliwej gałęzi show-biznesu. W USA ponad dekadę temu Paul Thomas Andersson zaprezentował piorunujący obraz „Boogie Nights”, który mimo innej wymowy był chyba pewną inspiracją dla twórców polskiego filmu. Zarówno amerykański twórca, jak i polska reżyserka zwracają problem na coś, co można od dawna wyczytać w konserwatywnej...
[pozostało do przeczytania 69% tekstu]
Dostęp do artykułów: