Felieton

Marcin Wolski
Inne czołowe twarze rządzącego układu wolą się nie pokazywać publicznie, żeby nie drażnić ludzi, co ułatwia działanie Palikotu (bądź Paliktowi – nie wiem, jak się to odmienia, bo wobec tej postaci reguły mowy polskiej zawodzą). Nie dziw, że w trudnych sytuacjach rodzi się pokusa odwołania do mocy nadprzyrodzonych. Niestety osobisty telefon do Pana Boga ma jedynie ksiądz Natanek i nie udostępni go części hierarchii zaprzyjaźnionej z PO. Pozostaje więc druga strona. I w tym kontekście należy widzieć zatrudnienie emisariusza Behemota w telewizji publicznej. Można powiedzieć, że jest to program pilotażowy. Łatwo sobie wyobrazić zatrudnienie innych czartów w charakterze oficerów prowadzących. Przecież tylko Mefistofeles mógłby pomóc ministrowi Grabarczykowi, a Belzebub wspomnianemu wyżej...
Krystyna Grzybowska
Media wyszły z jeszcze jedną rewelacją – Komisja Europejska i Parlament Europejski wsparły projekt wprowadzenia tzw. sześciopaku dla wzmocnienia kontroli nad budżetami krajów strefy euro. Okazało się, że ten sześciopak to zasługa polskiej prezydencji. O ile wiem, to projekt ten przygotowały kraje eurolandu pod przewodnictwem Niemiec i Francji, a zasługą naszej prezydencji mogłoby być przyspieszenie wdrożenia tej reformy. Nie ma się więc co chwalić, szczególnie że nie dotyczy ona krajów spoza strefy, a jeśliby zaczęła dotyczyć, to brukselska kontrola mogłaby wykazać prawdę o wzroście polskiego PKB, a byłaby to gorzka prawda. Dane o naszych wzrostach są przygotowywane w Warszawie i na ich podstawie Bruksela opracowuje prognozy. Na podstawie wirtualnej księgowości, taka jest prawda. Ale i to...
Rafał Ziemkiewicz
Tyle tylko, że skuteczność Partii w „załatwianiu” czegokolwiek w Europie „pierwszej prędkości” mierzyłbym nie pieniędzmi, które mają być, tylko na przykład rurą w Świnoujściu, która już leży i blokuje statkom o większym zanurzeniu dostęp do polskiego portu, w tym do dopiero budowanego terminalu gazowego. Proszę sobie wyobrazić, że Niemcy mogliby w taki sposób zablokować port belgijski albo holenderski. A potem jeszcze drwić w żywe oczy, że „jak będzie trzeba, to rurę zakopią głębiej”. Jak można zakopać głębiej gazociąg, którym już płynie surowiec? Fachowcy mówią, że mowy nie ma, nie da się takiej rury tknąć, ale bądźmy spokojni, pani kanclerz mogła to śmiało obiecać, bo przecież „jak będzie potrzeba” przypomina powieściowy „Paragraf 22”. Kiedy będzie potrzeba? Kiedy port rozwinie się,...
Piotr Lisiewicz
„Noviny pro chuligány” – tak linię programową „Gazety Polskiej Codziennie” określiła czeska gazeta „Hospodářské noviny”. Zaliczyła ona powstanie prochuligańskiego dziennika do nielicznych – obok wypasu owiec na Błoniach – ciekawych wydarzeń w nudnej kampanii wyborczej w Polsce. Tym bardziej iż: „Jedním z komentátorů listu má být i proslulý vůdce fanoušků Legie Varšava »Staruch«, toho času pobývající ve vazbě”. Za co naprawdę „toho času” Staruch „pobýva” w areszcie na Białołęce, dziennikarz Martin Ehl już nie sprawdził. Zadowolił się plagiatowaniem głupot „GW”. Kopiuj, przetłumacz, wklej – oto standardy pracy wielu zagranicznych korespondentów w Polsce. Owi znawcy nie rozumieją nawet, od kogo przepisują. I co o wiarygodności źródła sądzi tubylcza ludność. „Gazeta Wyborcza” ocenzurowała...
Jacek Kwieciński
Być wyrobionym Co powiedzieć na taki bełkot „naszego sympatycznego premiera”: „Rządzenie to nie sztuka zadawania ludziom bólu, ale odpowiedzialne czynienie życia ludzkiego prostszym”. Albo na apel Michała Boniego, by młodzi „dali szansę” jego partii. Dotąd jej nie miała, bo przecież nie rządziła. Co powiedzieć? Nic. Tylko zagłosować na nich. Bez fobii i kompleksów. Sierakowska Współtwórca strategii PO, niejaki Jarosław Makowski, dziko antyamerykański, piewca Matki Ziemi, totalnego „zjednoczenia Europy” i krańcowej ohydy jedynej prawdziwej opozycji produkuje się w „Przeglądzie”. Pasuje. Liberałowie europejscy coraz bardziej upodabniają się do amerykańskich (tj. po prostu do lewicowców). Może ew. po wyborach Tusk też szczerze postawi sprawę. Od związków partnerskich do małżeństw...
Krystyna Grzybowska
Oj, żeby się nie sprawdziło. Gruzy już są, zmajstrowane przez rząd, jego partie i nieudolną administrację. Z flagą czy bez flagi. Są dziury, koleiny, zaczęte i niedokończone budowy, pociągi o nieprzewidywalnych rozkładach jazdy po krzywych torach, rzucający się w oczy upadek obyczajów wspierany przez lewacko-liberalną partię, co to ją Tusk ochrzcił „partią centrum”. I załamanie w dziedzinach oświaty i służby zdrowia. Dodajmy jeszcze funkcjonowanie układów i układzików od poziomu gmin poczynając, korupcję i system sprawiedliwości przypominający czasy PRL-u. No i systematyczne, konsekwentne ograniczanie wolności słowa. Ludzie to widzą, panowie centrowcy; rozczarowani są także liczni wasi wyborcy, bo, jak się okazuje, nie brak wśród nich ludzi przyzwoitych. Na szczęście. Made in Poland...
Rafał Ziemkiewicz
Przypomina to opowieści z postkolonialnych krajów afrykańskich. Pierwsze lata po wycofaniu się białych jeszcze jakoś sprawy szły rozpędem, a potem, im bardziej miejscowe plemiona zajęte były walką między sobą i obalaniem kolejnych rządów, powoli się wszystko rozsypywało, od kolei począwszy. Na koniec kruszyła się i zarastała dżunglą wybudowana niegdyś droga. Chyba że była potrzebna jakiemuś zachodniemu albo chińskiemu koncernowi, który skorumpowawszy miejscowy rząd, nabył sobie prawo eksploatowania miejscowych złóż. Nie namawiam do traktowania tego podobieństwa dosłownie, literalnie – ale przyznają Państwo, że kiedy szef jednej z kilkudziesięciu spółek, na które podzielono dawne PKP, tej odpowiedzialnej za tory, powiada, iż trzeba dziś inwestycji rzędu 40 mld zł, żeby przywrócić...
Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski
Poświęcenie monumentu odbyło się 3 bm., na kilka dni przed uroczystością odpustową Matki Bożej Siewnej. Dokonali tego księża Stanisław Draguła z Wrocławia i Dariusz Piechnik z Buczacza. Asystował im miejscowy proboszcz unicki. Na uroczystość przyjechała z Dolnego Śląska delegacja byłych mieszkańców. Bardzo licznie przybyli także obecni mieszkańcy, którzy w procesji szli z kościoła na cmentarz ze swoimi chorągwiami kościelnymi. Przy krzyżu stojącym na jednej ze zbiorowych mogił wmurowano dwie tablice, jedną w języku polskim, drugą w ukraińskim. Wyryto na nich nazwiska pomordowanych, podając także ich wiek. Wielkie słowa uznania tak dla polskich, ja i łemkowskich organizatorów. Z kolei 8 i 9 bm. w Prabutach odbyły się doroczne Dni Kresowe, połączone z odsłonięciem tablicy ku czci Macieja...
Robert Tekieli
Beata przyszła zapytać trenera, czym tak naprawdę jest tai-chi. Zaniepokoiła się bowiem utratą kontroli nad własną agresją. Stany transu bojowego, w czasie których nie panowała nad nią, pojawiły się po pół roku intensywnych ćwiczeń. Beata uzależniła się od transowych ćwiczeń tai chi. Mechanizm uzależnień duchowych jest identyczny z mechanizmem nakręcającym alkoholizm, narkomanię czy seksoholizm. Ludzie robią to, czego nie chcą. Szkodzą sobie, bo utracili wolność. Ale ten mechanizm opisuje zachowania nie tylko poszczególnych osób, również wielkich wspólnot. Wolność w szerszej perspektywie utracić musi społeczeństwo, które odcinane jest od części informacji o świecie i o sobie. Wyrzucenie z TVP dziennikarzy konserwatywnych powoduje rodzaj dysfunkcji społecznej. Szczególnie, gdy inne źródła...
Tomasz Terlikowski
I tylko żal, że kiełbasa obejmuje tylko singli. O wiele większa grupa rodziców została przez ekipę Tuska ponownie złupiona. Po nowelizacji ustawy o przedszkolach okazało się, że opłaty za opiekę nad dziećmi w państwowych placówkach wzrosły ze 150–250 zł do 500–700 zł. Wszystko przez stwierdzenie, że dziecko ma prawo do bezpłatnej opieki tylko w ciągu pięciu godzin dnia, później rodzice muszą już za jego pobyt płacić. I płacą, zgrzytając zębami. PiS zaproponował błyskawicznie, by ustawę zmienić i zagwarantować opiekę nad dziećmi przez dziesięć godzin. Tusk był jednak nieubłagany i oznajmił, że nie może tego zrobić, bo nie ma w kasie 2 mld zł. PR-owcy premiera nie zauważyli chyba, że w ten sposób premier powiedział rodzicom przedszkolaków, ile wyciągnął jedną ustawą z ich kieszeni. To zaś...
Antoni Łepkowski
Kaczyński stwierdził, że przyjdzie do Radia TOK FM na debatę, gdy zacznie ono znowu gościć np. dziennikarzy „Gazety Polskiej”, czyli przedstawicieli opcji odmiennej od prezentowanej zwykle przez tę stację. Od teraz, każdy z prowadzących poranne seanse poparcia dla partii i rządu musi, pod rygorem pozbawienia radiowego źródła zarobku, wspomnieć zjadliwie o naszej gazecie. Prym wiedzie tu wypróbowana redaktor Dominika Wielowieyska („Gazeta Wyborcza”). W rozmowie z ministrem Witoldem Waszczykowskim powtórzyła przeinaczone słowa Jarosława Kaczyńskiego, cytowane przez wszystkich dziennikarzy pracujących dla TOK FM, a nawet TVN24, że Kaczyński nakazał zapraszać dziennikarzy z „GP”, podczas gdy Prezes – co było w tej radiostacji wielokrotnie odtwarzane – podał jedynie przykład dziennikarzy...
Wojciech Wencel
Ale peowska propaganda odwoływała się nie tylko do ludzkiej próżności, kreśląc obraz PiS jako partii, w której „nikt nie może mieć swojego zdania”. Kiedy Donald Tusk mówił, że PO nie ma z kim przegrać, pośrednio dawał do zrozumienia, że gdyby opozycja się „zmodernizowała”, wynik wyborów nie byłby tak oczywisty. Tę strategię natychmiast podjęli szeregowi funkcjonariusze aparatu władzy. Dziennikarze i eksperci TVN48, a za nimi internetowi agenci wpływu, zaczęli wieszczyć, że gdyby PiS odsunął Kaczyńskiego na drugi plan, przestałby wreszcie być „prywatnym folwarkiem” i stałby się poważną partią, mającą realną szansę wygrać wybory. Politycy PiS, dotychczas przedstawiani w rządowych mediach jako klakierzy, nagle dowiedzieli się, że mają ogromny potencjał. Jeśli tylko odwołają prezesa, będą w...
Ryszard Czarnecki
4. Gdy znowu usłyszysz w telewizji, że Jarosław Kaczyński chce podpalić nasz polski dom, nie wyrzucaj telewizora przez okno. Najwyżej zmień kanał. Na przykład na TVN Kuchnia albo TVN Style, gdzie Jolanta Kwaśniewska nauczy Cię jak jeść bezy. 5. Gdy Twój pociąg spóźnia się trzy godziny i stoisz w szczerym polu, pomyśl, że i tak przecież jedziesz trochę szybciej niż nasi rodacy dyliżansem 200 lat temu. 6. Gdy sporo płacisz na autostradzie, nie denerwuj się słowami premiera, że na obwodnicach nie zapłacisz nic. Donald Tusk jest bowiem jak Lech Wałęsa, którego słynna maksyma: „Słowo daję – słowo cofam” stała się podstawą stylu uprawiania polityki przez szereg ludzi z podwórka i partii z ulicy (spod latarni). 7. Gdy akurat policzyłeś, że na dwanaście obiecanych autostrad oddano do...
Piotr Lisiewicz
„Bo Warszawa, Warszawa, Warszawa jest od tego, aby bawić się, aby bawić się, aby bawić bez rudego” – tej radosnej przeróbki piosenki Majki Jeżowskiej posłuchali sobie uczestnicy meczu piłkarskiego Gwiazdy TVN kontra Politycy. Tusk w czasie meczu wcale nie stchórzył, tylko wycofał się na z góry upatrzone pozycje. Na murawę delegował chwilowo Schetynę. Nie chciał powtórki z rozrywki z warszawskiej Agrykoli, gdzie w otoczeniu dzieci przez półtorej godziny musiał słuchać okrzyków w rodzaju „Nie podawaj do matoła”. Z innych powodów na boisku nie pojawił się poseł Tomasz Dudziński z PJN. Jak donieśli nam nasi szpiedzy w tym ugrupowaniu, w czasie treningu przed meczem z TVN nieruchawemu na co dzień posłowi coś strzyknęło w kolanie. Przez co chodzi z nogą w gipsie. Znaczy kuleje. Jak całe jego...
Marcin Wolski
A co z tego wyniknie i jak będzie wyglądała rzeczywistość naszych wnuków i prawnuków, można się dowiedzieć, czytając program Bractwa Muzułmańskiego, przygotowującego się do przejęcia władzy w Egipcie. Po pierwsze, zostaną zakazane stroje plażowe, po drugie, będzie wprowadzona całkowita prohibicja, a po trzecie, zabroni się zwiedzania zabytków z czasów przedislamskich, a piramidy i sfinks zostaną zasłonięte. Dobrze, że nie wysadzone w powietrze, jak to uczynili talibowie z posągami Buddy w Afganistanie. Piękna perspektywa, siedzieć na dywaniku, o suchym pysku, (w przypadku kobiet w zasłonie na twarzy), dukając sury Koranu na przemian z dynastiami władców muzułmańskich, mając za oknem Notre Dame czy kościół Mariacki w pokrowcu.
Antoni Łepkowski
Dlaczego apologeci obecnej władzy tak usilnie starają się zmusić Jarosława Kaczyńskiego do debaty z Tuskiem? Czy dlatego, że tak są zatroskani o przestrzeganie w Polsce demokratycznych reguł debatowania wypracowanych w krajach ugruntowanych demokracji zachodnich? Czy zależy im na wyborcach, którzy bez debat nie będą w stanie podjąć decyzji, na kogo głosować? A może przejęci dobrem ojczyzny obawiają się, że ich zagraniczni koledzy po piórze, mikrofonie i kamerze, gdy dowiedzą się, że w kampanii wyborczej w Polsce nie odbyła się debata szefa partii rządzącej z liderem opozycji, to nie pozostawią na naszym kraju suchej nitki? Nic nie wskazuje na to, by którakolwiek z tych szlachetnych pobudek powodowała naszymi salonowymi żurnalistami. Po tym co przeczytałem i usłyszałem przez ostatnie sześć...
Jacek Kwieciński
Co Bruksela każe Niezwykle istotna sprawa, która „przechodzi bokiem”. Zmiany w konstytucji dotyczące relacji z Unią Europejską. Sprawa kluczowa, zasadnicza. Bo przecież często powtarzane zdanie: „państwa narodowe i Unia mają swoje obszary nienakładające się na siebie” to po prostu fałsz. Już dzisiaj UE wkracza bezceremonialnie na obszary niby do jej kompetencji nienależące. Mamy dyrektywy, wskazania, potępienia, programy, imprezy, podręczniki (w tym indoktrynujące małe dzieci) finansowane przez Brukselę. To na razie. Potem będą bezapelacyjne nakazy. To pewne. Rzecz dotyczy stosunku prawa polskiego do działań Unii. W komisji Gowina zawarto ogólnopartyjny kompromis. Prawdziwy kompromis, bo pomijający propozycję najważniejszą – poddanie tzw. wtórnego prawa unijnego (rozporządzeń) kontroli...
Ryszard Czarnecki
On mógł, ci nie mogą? Jakoś chłopaki w PO nie chcą pamiętać, jak to do rady krajowej PO w latach 2003–2005 trafił były szef UOP w Białymstoku, niejaki Krzysztof Bondaryk. No i drobiazg, posłem tejże PO już przez trzy kadencje jest jeden z szefów służb specjalnych na początku III RP, Konstanty Miodowicz. Jak Kalemu kradną krowę – co za świństwo; jak Kali zadba, żeby cudza krowa była jego, to jest dobry gospodarz. Białym Murzynem Kalim jest PO, skądinąd z prawdziwym Murzynem z Nigerii i Łodzi w składzie. To banalna w swojej istocie teza: nam wolno brać do działalności politycznej, parlamentarnej, partyjnej ludzi ze służb specjalnych, bo wolno. Dla nas „keine Grenzen”. A „kaczystom” wara. W tej filozofii prostej jak cep, choć pachnący sierpem i młotem, jest więc tak, że generałowie...
Tomasz Terlikowski
Ale nie została. Zasługę może przypisać sobie zarówno „Gazeta Wyborcza”, jak i prawicowa, internetowa opinia publiczna (ale z większym naciskiem na tę drugą). Ta pierwsza, tradycyjnie, piórem Pawła Wrońskiego, uznała, że za chuligański, skandaliczny wybryk (niejedyny zresztą, bo niestety Polskę opanowała epidemia niszczenia tablic) jest świadectwem narastających w Polsce antysemickich nastrojów. Nie jest to opinia na tych łamach nowa. Pewną nowością jest jednak fakt, że niemała część internetowej, konserwatywnej czy przynajmniej prawicowej opinii publicznej postanowiła opinię tę potwierdzić. I zaczęło się używanie. Na forach, blogowiskach, a zwłaszcza na Facebooku poczęto przekonywać, że w istocie nic takiego się nie stało, że za wszystko odpowiadają sami Żydzi, a nie jest wykluczone,...
Robert Tekieli
Jest taki barwny eksperyment. Zamyka się pchły w słoiku. Ponieważ mogą one skakać nawet na wysokość metra, obijają się o denko słoika, próbując wydostać się na wolność. Trwa to około godziny. Potem skaczą coraz mniej entuzjastycznie. Po kolejnej godzinie dzieje się rzecz zadziwiająca. Pchły po odpoczynku zaczynają znów skakać, ale dolatują najwyżej milimetr od wieczka. I wtedy można odkręcić słoik. Wieczko istnieje już tylko w umyśle pcheł. Ale ogranicza ich wolność identycznie jak zakrętka istniejąca materialnie. PO buduje takie wirtualne wieczko.  I chce nas przekonać: wyżej wieczka nie podskoczysz. Dobrze już było. Tusk dotychczasową toporną „demokrację” fasadową przekształca w demokrację wirtualną. Za którą paradoksalnie stoi władza silniejsza niż jakakolwiek w ostatnich 20...
Krystyna Grzybowska
Jak na wypociny przystało Żyjąc w nierealnym i wirtualnym świecie, nie zdajemy sobie sprawy z grożących nam niebezpieczeństw, z zagrożeń dla bytu państwowego i narodowego. Natomiast jesteśmy karmieni wypocinami wizerunkowymi, których celem jest pobudzenie sympatii niezdecydowanych wyborców do Platformy Obywatelskiej i jej czołowych aparatczyków. Taką wypociną była wspólna fotografia ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego z baronessą Catherine Ashton, co to ma się zajmować polityką zagraniczną Unii Europejskiej. Baronessa stała obok Radka jak kołek, a Radek opowiadał, jak to pokazał jej Bydgoszcz i zaprosił do swojego domu. A baronessa ani słowa, bo nie mówi po polsku. Ale wszystko się udało, szczególnie z punktu siedzenia Radosława Sikorskiego, bo on był zdecydowanie...
WIS
Tu trzeba Freuda Tygodnik „Newsweek” donosi, że: „Według TNS OBOP aż 72 proc. Polaków nie chce obniżenia wieku szkolnego. Tylko 16 proc. ankietowanych opowiada się za posyłaniem sześciolatków do szkół”. Polska schizofrenia staje się chyba najbardziej skomplikowaną chorobą w dziejach. Skupiony wyłącznie na słupkach sondażowych rząd podejmuje nieprzemyślaną decyzję wbrew społeczeństwu, a to społeczeństwo dalej go popiera. Do wytłumaczenia polskiej polityki potrzeba by chyba profesora Freuda, a nie Staniszkis czy Rycharda. Skromność i samokrytycyzm Jacek Rostowski w rozmowie z „Faktem”: „Nie wolno lekceważyć przeciwnika, szczególnie gdy jest tak groźny. Ale dla Polski czasy są niebezpieczne. Wokół Polski mamy poważne turbulencje. Gdyby miała dojść do władzy partia, która sprawami...
Wojciech Wencel
Redakcją pisma, które w 1995 r. powstało na gruzach wywodzącej się z podziemia „Arki”, od początku kierował Andrzej Nowak. Wokół „Arcanów” udało mu się skupić niemal całą autentyczną elitę polskiej kultury. Publikowali tu m.in. Zbigniew Herbert, Jarosław Marek Rymkiewicz, Leszek Elektorowicz, Leszek Długosz, Marek Nowakowski, Włodzimierz Odojewski, Kazimierz Orłoś, Wacław Holewiński, Jacek Trznadel, Tomasz Burek, Elżbieta Morawiec, Wiesław Paweł Szymański, Maciej Urbanowski, Jan Prokop, Ryszard Legutko, Jacek Bartyzel, Andrzej Waśko. Moja współpraca z „Arcanami” zaczęła się w 1996 r. Pamiętam, że gdy po raz pierwszy ogłaszałem tam wiersze oraz młodzieńczy manifest „Zamieszkać w katedrze”, bliższe było mi strzelanie z procy niż uczestniczenie w długotrwałej strategicznej rozgrywce....
Rafał Ziemkiewicz
No właśnie. „Wyborcza” zamieściła tekst Miłady Jędrysik, która nie wiedząc już, jak by się tu uczepić tygodnika „Uważam Rze”, oskarżyła go, że jest pismem tylko dla mężczyzn, robionym też tylko przez mężczyzn. Bo na okładce numeru na 1 września byli żołnierze przedwrześniowej armii, jeden w drugiego sami mężczyźni. A i większość artykułów w środku napisali mężczyźni. Piotr Semka celnie odpowiedział na to, że jeśli pismo z mężczyznami na okładce jest dla mężczyzn, to kobiety mają dla siebie „Playboya”, który bodaj nigdy nie miał innej okładki niż z kobietą. A Piotr Zaremba szybko obliczył, że w „Gazecie Wyborczej” na 17 osób w szeroko rozumianym kierownictwie redakcji są tylko trzy kobiety, i to na stanowiskach poślednich, tak więc owa tuba parytetów dalece ustępuje w tej dziedzinie „...
Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski
Podobna sytuacja jest z siedzibą „Tygodnika Powszechnego”, która mieści się w obiekcie kurialnym. Pismo to dawno już straciło charakter katolicki, co osobiście w 1995 r. wypominał Jan Paweł II w liście do Jerzego Turowicza. Nie ma ono asystenta kościelnego, a po przejęciu pakietu kontrolnego przez koncern ITI i po odesłaniu ks. Adama Bonieckiego na przymusową emeryturę do klasztoru w Warszawie jest ono de facto inicjatywą niczym niezwiązaną z Kościołem. Redakcja pisma ma wystarczające dofinansowanie, więc pomimo nikłego nakładu może wynająć sobie po cenach komercyjnych inny lokal. Wtedy kuria mogłaby te pomieszczenia przekazać którejś z katolickich instytucji, borykających się z problemami lokalowymi. Byłoby to uczciwe tak wobec wiernych archidiecezji krakowskiej, którzy łożą spore datki...
Piotr Lisiewicz
Wszyscy jesteśmy złodziejami z Huty Batory! „Gazeta Wyborcza” nie tylko nie rezygnuje z powszechnie obśmiewanych newsów oskarżających kiboli o wszelkie możliwe plagi, ale nawet nasila kampanię. Jedno z ostatnich osiągnięć: „Gang kiboli okradał Hutę Batory”. „Okradał”? Od kiedy to używamy tak populistycznego słownictwa? Co najwyżej prywatyzował albo dokonywał przekształceń własnościowych. Paweł Wroński w „GW”: „Słowo »żyd« jest najczęstszą obelgą kiboli”. Jasne, nawet matoł z szuszwolem pozostają daleko w tyle. Że nie przypominam sobie, bym w ciągu ostatniego roku słyszał je na poznańskim stadionie choć raz? Pewnie słucham wybiórczo i ksenofobicznie. Portal wPolityce.pl czepił się mojego artykułu o „Gazecie Polskiej Codziennie”, w którym wspomniałem, że będzie u nas pisał „...
Wojciech Wencel
Podejrzewam, że gdyby Rosjanie nie obnosili się na każdym kroku z pogardą dla Polaków, Legia poniosłaby w Moskwie dotkliwą porażkę. A jej kluczowy gracz pozostałby zwyczajnym Maciejem Rybusem, jakiego znamy z boisk ekstraklasy: chaotycznym, trochę leniwym i przeraźliwie nieskutecznym. Kibice Spartaka uznali jednak, że jeśli obrażą naszą piękną ojczyznę, będą mieć podwójną satysfakcję ze zwycięstwa. I tu się przeliczyli. Już po zremisowanym meczu w Warszawie, a przed rewanżem w Moskwie, Rybus wyznał bez ogródek: – Będziemy się bić z Ruskimi! Choć niektórzy dziennikarze potraktowali tę deklarację z przymrużeniem oka, piłkarz dotrzymał słowa. Podczas bitwy na „Łużnikach” do poziomu jego gry dostosowali się rodacy z drużyny. Zagraniczne gwiazdy Legii zagrały poprawnie, ale o końcowym...
Krzysztof Wyszkowski
Dzisiaj o Wielkim Strajku w Sierpniu ’80 wiemy dużo więcej – o przygotowaniach i manipulacjach władz, o metodach wewnętrznej i zewnętrznej dywersji i dezintegracji, jakie wobec Solidarności zastosowano. Nadal jednak prawda o największym ruchu społecznym w nowożytnych dziejach świata pozostaje niepełna. W wymiarze politycznie najistotniejszym, czyli zakresie agenturalnej infiltracji Solidarności przez policje jawne, tajne, dwupłciowe, peerelowskie i zagraniczne, wiemy może połowę, i to „dolną” połowę, a wiadomo, że z połowy wzgórza widać niewiele, bo jego górna część, nawet jeżeli się zwęża, to zasłania większą część widoku. A na agentach sprawa się nie kończy, bo i w wydarzeniach Sierpnia, i przez cały okres późniejszy byliśmy poddawani agresywnym działaniom wszelkiego rodzaju „towarzyszy...
Marcin Wolski
Stosunkowo najbliższy pierwowzoru był Lech Wałesa, choć wówczas, gdy „salon” przyklejał mu taką łatę, w dziecinnej nieświadomości byłem gotów pazurami o niego walczyć. Ale i tu są różnice. Wałęsa działał i „kalkulował”, Dyzma pozwalał się nieść fali, choć, trzeba przyznać, obaj potrafili ograć swoich kolejnych mocodawców. Różnica zasadnicza jest inna – Nikodem znał granice przyzwoitości i zaofiarowanego mu fotela premiera jednak nie przyjął... Poza tym Dyzma to nie najlepszy przykład na czasy postpolityki. Jego współcześni odpowiednicy to młodzi karierowicze odpowiednio podczepieni, teflonowi, gładcy, wymowni. Ciekawe, jak wyglądałaby powieść pt. „Kariera pana Siemoniaka”. Czego ten facet dokonał, co jest jego specjalnością? Był już w telewizji, w radiu, w MSW, teraz jest w armii....
Jacek Kwieciński
Pamięć 1 września pamiętamy dobrze. Byłoby wielce wskazane, abyśmy równie wyraziście pamiętali o 17 września. Pamięć nie jest dziś za modna, ale przy atmosferze, która narasta w Niemczech, przy rosyjskich, wcale nierzadkich stwierdzeniach, że II wojnę wywołała Polska, musi być właśnie dziś, w imię obrony, w imię prawdy, pielęgnowana szczególnie. Także na użytek wewnętrzny. Bo osobnicy (trudno ich nazwać ministrami) typu Sikorskiego są zdolni stwierdzić, że skazany na klęskę wszelki polski opór wrześniowy był bezsensowny. Że należało z miejsca poddać się na całej linii. I później w tym poddaństwie trwać. Realistycznie. Sikorski w duchu propagandy PRL Minął miesiąc, wiele o tym pisano. Ale ja nie. Więc wracam. Do, tfu, Sikorskiego. Pisał: „Ciągle pozostaje niezwykle trudnym...
Rafał Ziemkiewicz
A już ze szczególnym zacięciem tępią sądy III RP normalną, literacką polszczyznę, i skoro jeszcze nie mogą opozycyjnym dziennikarzom zabronić pisania, to przynajmniej starają się ich zmusić do posługiwania się suchym prawniczym bełkotem; na przykład, nie wolno napisać, że Bolek to Bolek, tylko że „w archiwalnych zapisach SB figuruje jako Bolek”, a zamiast oczywistego stwierdzenia, że jako prezydent Wałęsa dopuścił się przestępstwa niszczenia obciążających go dokumentów, trzeba za każdym razem obciążać tekst streszczaniem faktów, z których to niezbicie wynika. – Ja to właściwie bym wolał, żeby po prostu przywrócili cenzurę, jak za komuny – powiedział mi właśnie dawno niewidziany znajomy, zresztą jeden z wybitniejszych naszych pisarzy. – Bo wtedy człowiek jak już przeszedł tego cenzora, to...
Krystyna Grzybowska
Cel nowej kolonizacji Żyjemy w świecie pozbawionym jakichkolwiek ideałów i zasad. I to nie od dziś. Kiedy widzę, co się dzieje w Libii, a właściwie poza nią, robi mi się zimno. I przestaję rozumieć motywy ingerencji Europy w wewnętrzne sprawy tego kraju. Właściwie to nie Libijczycy, lecz Europejczycy robią porządki w tym kraju, dla nich nowy tymczasowy rząd o nazwie Narodowa Rada Libijska to narzędzie rozszerzania wpływów ideologicznych, a przede wszystkim gospodarczych krajów UE i NATO w tym regionie. Nie mam złudzeń, że Afryka Północna jest celem nowej kolonizacji, i to kolonizacji w szacie hipokryzji – idziemy na odsiecz uciskanym narodom w imię pokoju, demokracji i wolności. I robimy wszystko, żebyście byli z nas zadowoleni. To dopiero początek, bo jeśli przyjrzeć się dobrze...
Tomasz Terlikowski
Nietrudno się domyśleć, że postulaty zostały błyskawicznie odrzucone. I nie wynika to ze złej woli biskupów czy zacofania Watykanu, lecz z natury rzeczy. Władza święceń kapłańskich kobiet zwyczajnie nie została Kościołowi przyznana przez Jezusa Chrystusa, co niezwykle mocno przypomniał Jan Paweł II (ale pisali o tym także jego poprzednicy). „Aby zatem usunąć wszelką wątpliwość w sprawie tak wielkiej wagi, która dotyczy samego Boskiego ustanowienia Kościoła, mocą mojego urzędu utwierdzania braci (por. Łk 22, 32) oświadczam, że Kościół nie ma żadnej władzy udzielania święceń kapłańskich kobietom oraz że orzeczenie to powinno być przez wszystkich wiernych Kościoła uznane za ostateczne” – napisał Jan Paweł II w liście apostolskim „Ordinatio sacerdotalis”, a Kongregacja Nauki Wiary oznajmiła,...
Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski
Władka poznałem jeszcze w stanie wojennym, kiedy przyjeżdżał do Duszpasterstwa Ludzi Pracy w Nowej Hucie-Mistrzejowicach, prowadzonego przez śp. Kazimierza Jancarza. Z kolei od 2005 r. wspólnie przez wiele miesięcy ślęczeliśmy w archiwum IPN w Wieliczce, badając akta SB. Władek był bowiem gorącym zwolennikiem lustracji, zainicjował m.in. powołanie regionalnej grupy „Ujawnić Prawdę”. Choć nie był zawodowym historykiem, napisał kilka dobrych książek z najnowszej historii, w tym o działaniach SB w czasie pielgrzymki Jana Pawła II do Nowego Targu. Pracę tę traktował jako swoją służbę. Podziwiałem go, że z jednej strony był bardzo dokładny, a z drugiej obiektywny. Bez ogródek też podawał w swoich publikacjach nazwiska tajnych współpracowników, w tym również księży. Jako bowiem głęboko wierzący...
Antoni Łepkowski
Podobnie rzecz się miała z immunitetem senatorskim Krzysztofa Piesiewicza. Gdy dotknęły go osobiste problemy z szantażystami, przestał zdaje się być członkiem klubu parlamentarnego PO, ale do wyborów przed czterema laty szedł przecie pod sztandarami partii, która głosiła niechęć do instytucji immunitetu. Kiedy jednak okazało się, że prokuratura zamierza mu postawić zarzuty dotyczące posiadania narkotyków, stanął problem pozbawienia go immunitetu senatorskiego. Jedynym honorowym wyjściem z sytuacji byłoby zrzeczenie się przez zasłużonego adwokata i twórcę przysługującej mu gwarancji bezkarności. Należałem do grupy naiwniaków, którzy sądzili, że przynajmniej w tej kwestii postać tak wybitnego formatu intelektualnego i moralnego zechce innym dać przykład, zaświecić nim mimo grożących...
Ryszard Czarnecki
O ile bohaterami negatywnymi tygodnia stali się politycy PO, którzy używali sądowej maczugi do załatwiania swoich PR-owskich gierek i dorzynania watahy, o tyle bohaterami pozytywnymi byli młodzi warszawiacy. Zarówno piłkarze, jak i kibice warszawskiej Legii. Pierwsi spuścili lanie Ruskim, co zawsze jest rzeczą ze wszech miar pożyteczną, ale też nadzwyczaj przyjemną. Drudzy jadąc do Moskwy przez cztery (!) kraje busami, mieli bardzo słuszne transparenty. Na tyle słuszne, że nie wpuszczono ich (poza jednym busem, który zresztą solidarnie poczekał na resztę) na terytorium Federacji Rosyjskiej. Pogranicznicy od Putina przestraszyli się m.in. hasła „Smoleńsk pamiętamy”. Co tak przeraziło rosyjskie służby? Czyżby myśleli, że to przejaw roszczeń terytorialnych Rzeczypospolitej wobec Kremla? Cóż...
Piotr Lisiewicz
. Czepiłem się tu niedawno portalu Nowy Ekran, na którym to postacie rodem z najkoszmarniejszej ekipy Mieczysława Wachowskiego, jak generał Wilecki i admirał Toczek, cieszą się poważaniem. Nie cieszy się nim natomiast, co skądinąd logiczne, Piotr Bączek, b. szef komisji weryfikacyjnej WSI. Odpowiedział mi bloger Łażący Łazarz, co i jego święte prawo. Szczególnie interesująca wydała mi się następująca sugestia mojego polemisty: „Kto wie, może będzie podwyżka za felietony i zlecenia kolejnych artykułów?”. Toż to niesłychanie sensowny wniosek! Sakiewicz, lepiej pomyśl o podwyżce, bo jak nie, to będę pisał, że Wijący Wilecki i Toczący Toczek to moi idole. Łażący Łazarz nazwał mnie anarchistą. Uściślę: moje poglądy sytuują się gdzieś pomiędzy anarchosyndykalizmem, anarchofeminizmem i...

Pages