Felieton

Krystyna Grzybowska
Emigracja z kompleksów Były to czasy polskiej biedy i w jakiś sposób rozumiałam tych ludzi, którzy w gruncie rzeczy w swej większości czuli się Polakami, ze wszystkimi przynależnymi do naszego narodu wadami i zaletami. Czy są dziś szczęśliwi? Wielu z nich zaspokoiło swoje materialne potrzeby, wychowało dzieci niemówiące po polsku, dorobiło się przeciętnego niemieckiego poziomu życia. Co nie przeszkadza, że ciągnie ich do Polski, do obyczajów i tradycji wyniesionych z rodzinnego domu. Czegoś im brak, jak wszystkim Polakom, którzy wybrali drugą ojczyznę. Zarówno ze względów politycznych, jak i ekonomicznych. Tak było, ale tak nie jest. Nie ma potrzeby wybierać wolności z powodu przekonań, jest jednak problem, z którym nie będziemy w stanie uporać się tak długo, jak długo należeć...
Robert Tekieli
I właśnie dziś znów przeczytałem taki obciachowy news. Traktował o tym, że pary żyjące do ślubu w czystości są szczęśliwsze, ich związki bardziej stabilne, a ich życie seksualne bardziej satysfakcjonujące. Toż to się Kinsey w grobie przewraca! Rozmawiając o uzależnieniach z gimnazjalistami i licealistami wielu polskich szkół, wielokrotnie przytaczałem wyniki wcześniej przeprowadzonych badań, z których wynikało, że najbardziej zadowoleni z seksu są małżonkowie chasydzcy i katoliccy. Naukowcom trudno było w to chyba uwierzyć, bo powtórzono badania na jeszcze większej, kilkunastotysięcznej próbie i wyszło to samo. Z seksu w małżeństwie najbardziej usatysfakcjonowani są chasydzi i katolicy. Naukowcy poszli w drugiej turze badań dalej i zadali pytanie: dlaczego. Okazało się, że powodem był...
Tomasz Terlikowski
Po 10 września amerykańscy neokonserwatyści chętnie mówili o początku IV wojny światowej. Po pierwszej, drugiej i zimnej wojnie miał nadejść czas wielkiej konfrontacji z politycznym islamizmem, który porównywany był – nie bez racji – z faszyzmem czy komunizmem. I ruszono do takiej walki. Ale nie w imię religii czy cywilizacji judeochrześcijańskiej, ale w imię praw człowieka, demokracji liberalnej, a w istocie – materialnych korzyści. Takie postawienie sprawy doprowadziło jednak do przegranej Zachodu w wielkiej wojnie z islamem. I niestety nie jest to przesada. Ani w Iraku, ani w Afganistanie nie udało się zbudować trwałego pokoju, a z punktu widzenia bezpieczeństwa naszych krajów też nie jest wiele lepiej. Powodem jest to, że nie rozpoznaliśmy prawdziwej natury tego konfliktu, nie...
Krystyna Grzybowska
A więc będzie i śmiesznie, i strasznie. Wskazują na to ostatnie tygodnie starego roku i początek nowego. Zaczniemy od rzeczy śmiesznych, bo nic tak nie uodparnia człowieka jak poczucie humoru. Maciej Rybiński wyróżniał się ogromnym poczuciem humoru i do końca swoich dni pozostał optymistą. Idźmy za jego przykładem. Polska jak obwarzanek Zacznijmy od prezydenta wszystkich Polaków, co to wierzy, że zgoda buduje. „Hohohoo!” – zawołał Bronisław Komorowski w Wiśle, gdzie spotkał się z tamtejszymi góralami. I zaznaczył: „Polska jest jak obwarzanek. Na końcach najtwardsza”. A czy obwarzanek ma końce, panie prezydencie? Śmieszne, prawda? Ale straszne też będzie. Głowa naszego państwa odrzuciła pogląd, że powinna powstać polska wersja raportu o katastrofie smoleńskiej, jej zdaniem możemy...
Tomasz Terlikowski
Umut-Talha (czyli po turecku „nasza nadzieja”) urodziło się 26 stycznia w szpitalu im. Antoine Béclère na przedmieściach Paryża w Clamart. Lekarze nazywają je „dzieckiem podwójnej nadziei”, narodziło się bowiem zdrowe, w rodzinie o długiej historii choroby beta thalassemia, czyli genetycznego schorzenia krwi, a także dlatego, że za pomocą komórek macierzystych dziecka będzie można leczyć także jego rodzeństwo. Ten „sukces” medycyny nie powinien jednak przesłaniać prawdy o tym, jak do tego doszło. Otóż do życia powołano kilkanaście osób za pomocą metody in vitro, a później, po wykonaniu testów prenatalnych, wybrano z nich te, które będą mogły się narodzić, inne skazując na śmierć. „Podwójna nadzieja” kosztowała zatem życie kilku, a może kilkunastu innych dzieci. Ich jedyną „winą” była...
Jacek Kwieciński
Bezpieczeństwo z Moskwy Trójkąt Weimarski, instytucja widmowa, w której zresztą Polska gra rolę przystawki, został poddany reanimacji. I jakże obiecująco! Następnym razem ma zaprosić Miedwiediewa. Przekształcanie się owego ciała w tak sympatyczny czworokąt niewątpliwie musi cieszyć. Zwłaszcza Moskwę. Dawno to zresztą przewidziałem. Sikorski (który znowu widział się z Ławrowem, swoim najbliższym kumplem) jest tą perspektywą zachwycony. Neutralny, także geopolitycznie, dziennik „Rzeczpospolita” nie zajmuje stanowiska („Trójkąt idzie na Wschód”, no i dobra). Kompletnie rozanielony jest Nicolas Sarkozy. Prosowietyzm Komorowskiego określa mianem podejścia „bardzo inteligentnego”. Chirac, Mitterrand, tudzież R. Kuźniar nie ujęliby tego lepiej. Już rozmawiano o wspólnej europejskiej polityce...

Pages