Syria - Rebelianci nie zrezygnowali

W kolejnych dniach operacje wojskowe objęły inne ośrodki opozycji: Homs, Deir ez-Zor, Latakię. Sierpień był najkrwawszym miesiącem od początku rewolucji. W sumie, według szacunkowych obliczeń instytucji międzynarodowych, w Syrii zginęło już ponad 2 tys. rebeliantów.

Nieskuteczna dyplomacja

Syryjski rząd zapłacił za to jednak wysoką cenę. Szczególnie pacyfikacja Hamy przypomniała zagranicy ponurą sławę rodziny Assadów. Fala krytyki spadła na reżim nie tylko ze strony Zachodu, ale też państw muzułmańskich, dotychczas popierających „stabilność” w Syrii. 8 sierpnia postępowanie Assada w publicznym wystąpieniu potępił król Arabii Saudyjskiej. Odwołał również swojego ambasadora z Damaszku. Za jego przykładem poszły Kuwejt i Bahrajn. Niezadowolenie z zaostrzenia represji wyraziły Liga Arabska, a także Egipt, Tunezja, Maroko i Katar. Zawoalowaną krytykę został zmuszony wygłosić nawet prezydent Iranu Mahmud Ahmadineżad.

USA i państwa europejskie nałożyły ostre sankcje ekonomiczne na Syrię (w tym zakaz inwestycji w tym kraju i importu ropy). Próba wprowadzenia sankcji przez Radę Bezpieczeństwa ONZ została jednak zablokowana przez Chiny i Rosję, stojące twardo za dyktatorem.

Najgwałtowniejszy dyplomatyczny zwrot wykonała Turcja, przez wiele lat była postrzegana jako sojusznik Assada i także w pierwszych miesiącach protestów trzymała jego stronę. W sierpniu stała się jednak jego najostrzejszym krytykiem. Posunęła się nawet do sugestii, że jest gotowa uczestniczyć w międzynarodowej interwencji w Syrii. We wrześniu zatrzymała transport morski z dostawą broni dla Damaszku (prawdopodobnie z Iranu), a w końcu ogłosiła zerwanie wszelkich kontaktów ze swoim sąsiadem.
O ile zmiana postawy Arabii Saudyjskiej może być politycznie zrozumiała, o tyle wolta Turcji jest dla tego kraju zupełnie nieopłacalna. Saudowie zdołali szybko wygasić protesty u siebie i wycofać się z interwencji w Bahrajnie. Nie czują już takiej...
[pozostało do przeczytania 47% tekstu]
Dostęp do artykułów: