Solidarność i polityka

Anioł niezachwycający

Część solidarnościowych autorytetów widziała tę sprawę inaczej. Przykładowo, dla Lecha Wałęsy Aleksander Kwaśniewski był – i zapewne nadal jest – bardziej solidarnościowym prezydentem niż śp. Lech Kaczyński i szczerze mówiąc, nie zamierzam pytać dlaczego, bo od legendarnego przywódcy sierpniowych strajków nie spodziewam się wiarygodnej odpowiedzi. Niestety. Kiedy Związek w 2009 r. zaprosił prezydenta Kaczyńskiego, Lech Wałęsa wspólnych uroczystości swoją obecnością nie zaszczycił.

Dość dramatycznie wyglądała XXX rocznica podpisania Porozumień Sierpniowych w 2010 r. Z jednej strony uroczyste obchody organizowało Europejskie Centrum Solidarności z udziałem Lecha Wałęsy, Tadeusza Mazowieckiego, prezydenta Bronisława Komorowskiego i marszałka Senatu Bogdana Borusewicza. Z drugiej, Związek na swój uroczysty i nadzwyczajny zjazd w Gdyni zaprosił premiera Donalda Tuska oraz przywódcę opozycji parlamentarnej, byłego premiera Jarosława Kaczyńskiego.

Oficjalne obchody zakończył koncert „Twój Anioł Wolność ma na imię”. Przyznam, że już tytuł koncertu nie zachwycił mnie zbytnio, tak bardzo odbiegał od istoty i ducha Solidarności. Ale to, co zobaczyłam i usłyszałam, było tak żałosne i obce solidarnościowej tradycji, że nie zdziwiła mnie ostra krytyka skierowana pod adresem jego organizatorów. Zrozumiałam też, dlaczego Europejskie Centrum Solidarności wycofało się w 2010 r. ze współpracy z Instytutem Pamięci Narodowej w zorganizowaniu wspólnej, zaplanowanej jeszcze przez prezesa Janusza Kurtykę międzynarodowej konferencji naukowej.

Jedynie słuszna hierarchia

Szczęśliwie koncert towarzyszący nadzwyczajnemu zjazdowi Związku, któremu przewodniczył ówczesny szef Solidarności Janusz Śniadek, zachwycił – był wierny solidarnościowej tradycji. Obecność premiera Tuska i Jarosława Kaczyńskiego na wspólnych obchodach wydawała się bezdyskusyjnym sukcesem. To był w końcu...
[pozostało do przeczytania 76% tekstu]
Dostęp do artykułów: