Prezydent Lech Kaczyński był inwigilowany

Telefon z ABW

Jesienią 2009 roku prezydent Lech Kaczyński i najważniejsi dowódcy WP otrzymali z Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego telefon z łącznością niejawną, na które SMS-em przychodziły raporty z działalności CAT. Dotyczyły one najistotniejszych analiz CAT na temat terroryzmu.

- W telefonie prezydenta znajdowały się numery telefonów i adresy mailowe najważniejszych osób w państwie, były też w nim  karta szyfrująca której kody znajdowały się w ABW – mówią nasi rozmówcy.

Telefony, które otrzymały najważniejsze osoby w państwie miały zabezpieczenie tzw. Black Berry. Można w nich było odczytywać  wewnętrzną pocztę danej instytucji, maile, notatki, sprawozdania i dokumenty. Nie są one profesjonalnie zabezpieczone, ponieważ można łatwo złamać kody zabezpieczające np. przed podsłuchem. Można też łatwo rozszyfrować tajne dane, które się w nim znajdują. W 2007 roku Służba Kontrwywiadu Wojskowego odmówiła telefonom z Black Berry certyfikatu dostępu do tajemnicy państwowej.

„Zabezpieczony” TU 154 M

Ostatni remont przed katastrofą TU 154 M o numerze bocznym 101 przeszedł w rosyjskim mieście Samara, gdzie otrzymał certyfikat MAK. Całkowicie zostało przebudowane  jego wnętrze: podzielono je na trzy saloniki i część pasażerską.

- Po przylocie do Polski TU 154 M został zabezpieczony przez nasze służby. Szczególnie dokładnie to zabezpieczenie przebiegało  w salonikach VIP-owskich. Później dowiedzieliśmy się, że będziemy mieć informacje z pierwszej ręki, bo został zamontowany dodatkowy sprzęt. Gdy jeden z nas zapytał szefa, czy to oznacza, że będą podsłuchiwane najważniejsze osoby w państwie, usłyszał, że jest za bardzo ciekawy i lepiej dla niego będzie jak zapomni o tej rozmowie – relacjonują nasi informatorzy.

Ich zdaniem opieszałość rządu i wojskowej prokuratury przy sprowadzaniu szczątków TU 154 jest związania właśnie z „zabezpieczeniem” Tu 154 M.
-...
[pozostało do przeczytania 61% tekstu]
Dostęp do artykułów: