Krąg milczenia

Zachowanie grupy rządzącej nie pozostawia złudzeń, że raport Millera ma zostać wykorzystany w bieżącej grze politycznej i stanowi element przedwyborczej strategii. Takie zastosowanie wynika głównie z moskiewsko-warszawskich kalkulacji, a podstawowym powodem wielokrotnego przesuwania terminu wydaje się brak gotowości Rosjan na zaakceptowanie konkluzji „wspólnego raportu”.

Rewelacje, przy których zbledną oszczerstwa wobec gen. Błasika

O konstrukcji wspólnego dzieła mówił wyraźnie premier rządu, gdy w styczniu br., tuż po publikacji tzw. raportu MAK, zapowiedział: „Raport MAK nie jest kompletny. Zwrócimy się do Rosji o wspólną wersję raportu”. W ramach Tuskowej deklaracji można spodziewać się nieznacznej modyfikacji stanowiska Rosji o punkty wyznaczające ewentualną współwinę strony rosyjskiej. Może chodzić o ustępstwa w kwestii odpowiedzialności kontrolerów lotniska w Siewiernym lub uznanie, że błędne było udzieleniu pozwolenia na lądowanie Tu-154 i niezamknięcie lotniska z powodu złej pogody. Tego rodzaju „element krytyki” zostanie wykorzystany przez rządowe media w trakcie kampanii wyborczej i przedstawiony jako triumf polityki Tuska. Kampania propagandowa prowadzona w bliskości wyborów wykreowałaby szefa Platformy na „bohatera narodowego”, tego, co się „Putinowi nie kłania”, i dezinformując znaczną część społeczeństwa, mogła zaważyć na wyniku wyborczym.

Z zapowiedzi ministra Millera wiemy, że jego raport ma być w 90 proc. zbieżny z rosyjskim, a różnice będą polegały na „zaskakującej konkluzji”, zaanonsowanej już dawno przez premiera rządu. Podczas sejmowego wystąpienia, poświęconego tzw. raportowi MAK, wzburzony okrzykami opozycji Tusk wypalił: „Ci, którzy teraz krzyczą, potem będą słuchać prawdy w milczeniu i smutku” i dodał, że „Polska dysponuje pełniejszymi dokumentami na temat katastrofy”. Można sądzić, że ów „wspólny raport” będzie zawierał informacje poszerzone o wiedzę dotyczącą rzekomego przebiegu rozmowy...
[pozostało do przeczytania 79% tekstu]
Dostęp do artykułów: