Niemcy–Rosja - Energetyczny sznur

Reaktory pozostałych dziewięciu elektrowni będą stopniowo wygaszane w latach 2015–2022. Obecnie Niemcy 40 proc. energii produkują z węgla, 24 proc. z atomu, 14–17 proc. ze źródeł odnawialnych (elektrownie wiatrowe i wodne, baterie słoneczne), 13 proc. z gazu, 4 proc. z ropy, 6 proc. z innych źródeł. By złagodzić skutki rezygnacji z energii atomowej, Niemcy planują przyspieszenie budowy nowych elektrowni – przede wszystkim gazowych.

Nie przypadkiem minister gospodarki Philipp Roesler pojawił się w Moskwie, aby dyskutować o współpracy energetycznej już dzień po tym, jak Berlin zdecydował o odejściu od atomu. Niemcy zapowiadają dążenie do większych oszczędności i wykorzystanie w większym stopniu odnawialnych źródeł energii.

Ale w krótkiej perspektywie najbliższej dekady, a już na pewno pięciu najbliższych lat, Niemcy wygaszające reaktory są skazane na gaz z Rosji. Nie ma żadnych wielkich projektów infrastrukturalnych w rodzaju nierosyjskich gazociągów czy terminali LNG.

Zamiast tego do końca br. ruszy pierwsza nitka Gazociągu Północnego, a w przyszłym roku druga. Co w sumie da 55 mld m sześc. rocznie gazu z Rosji – aż 60 proc. tego, co Niemcy sprowadzają teraz ze Wschodu. Gazprom ma wyjątkowe szczęście – start gazociągu nie mógł wypaść w lepszym momencie.

Teraz okazuje się, że projekt, który miał zwiększyć pole manewru Niemiec, dać im możliwość reeksportu gazu i zmniejszyć wrażliwość na ewentualne nowe wojny gazowe na Wschodzie, okazuje się jedyną opcją pozwalającą wyrównać bilans energetyczny po wygaszeniu elektrowni jądrowych. Niemieccy decydenci musieli zdawać sobie z tego sprawę.

A to oznacza, że Berlin krajowe kwestie polityczne (sprzeciw wobec energii atomowej) stawia ponad istotną geopolityczną strategiczną obawą (zwiększenie zależności od rosyjskiego gazu). To zaś jest groźny sygnał dla środkowoeuropejskich sąsiadów Niemiec, że w Berlinie kwestie wewnętrzne są ważniejsze od regionalnej geopolityki i...
[pozostało do przeczytania -1% tekstu]
Dostęp do artykułów: