Czego Tusk powinien nauczyć się od premiera Węgier

Otóż premier Victor Orban przedstawiał założenia węgierskiej prezydencji w Radzie UE. Debata eurodeputowanych zamieniła się we frontalny atak na politykę jego rządu (w szczególności reformę medialną), politykę, która ma doprowadzić do ostatecznego wyprowadzenia Węgier ze strefy wpływów postkomunistycznej nomenklatury. Orbana wyzywano od „nacjonalistycznych populistów”, „europejskich Chávezów”, porównywano do Nixona z jego aferą Watergate i do Busha z Abu Ghraib. Tak, trzeba się zgodzić z europosłem Kosą, że od dawna na forum Parlamentu Europejskiego nie było równie precyzyjnie przeprowadzonego przez socjalistów (z Schulzem na czele) i liberałów (Cohn-Bendit) polowania na czarownice. Victor Orban nie tylko ze spokojem wypunktował europejskich adwersarzy, ale także ostro zaprotestował przeciwko mieszaniu się w wewnętrzne sprawy Węgier. Zakończył starcie jak zwycięzca, podchodząc do przeciwników i podając im rękę. Po debacie stało się jasne: rząd Orbana nie zrezygnuje z sanacji Węgier
53%
pozostało do przeczytania: 47%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Interesuje Cię pakiet wielu subskrypcji? Napisz do nas redakcja@gazetapolska.pl

W tym numerze