Najpiękniejszy sylwester był na Rakowieckiej

31 grudnia 1982 r., tuż przed północą, z gigantofonów ustawionych na dachu jednego z domów koło więzienia na Rakowieckiej rozległ się głos: „Tu Radio Solidarność!”. Odpowiedział mu ryk i dziki raban wszystkich więźniów, którzy wysłuchali całej audycji. Bezpieka nie mogła jej przerwać, bo na klapie włazu na dach domu pojawiła się informacja, że teren został zaminowany. – To był najpiękniejszy Sylwester w moim życiu. Kosmicznie ważny. Bez niego byłbym innym człowiekiem – wspomina Adam Borowski, który siedział wtedy na Rakowieckiej

Więzienny sylwester zapowiadał się smętnie. – O godzinie 22 w więzieniu jest apel, potem gaszą światło, jeszcze trochę trwają rozmowy między więźniami. Nasza cela była czteroosobowa. Leżałem na górnym łóżku zwanym „jabłonką” – wspomina Adam Borowski.

Sfrunąłem z „jabłonki”

Nagle przed północą całe więzienie usłyszało melodię „Siekiera, motyka”, a potem słowa: „Tu Radio Solidarność”. Dalej było przemówienie ukrywającego się Zbigniewa Bujaka do więźniów. – Co się działo na Rakowieckiej! Ja z tej „jabłonki” sfrunąłem, po prostu nie pamiętam, jak z niej zszedłem. Chwyciliśmy za metalowe kubki i miski. Ktoś walił w kraty, ja uderzałem w drzwi. Wszyscy wrzeszczeli: „Solidarność!”. I potem: „Dziękujemy!” – opowiada Borowski.

Akcję przygotowali młodzi chłopcy z Grup Oporu Solidarni. Na dachu domu, który był koło więzienia, ustawili wielkie głośniki, podłączyli do nich magnetofon, a klapę służącą do wejścia na dach „zaminowali”.

– Oni zrobili to, gdy represje w czasie stanu wojennego były bardzo brutalne, kiedy do ludzi strzelano na ulicach, a za 16 ulotek dostawało się trzy lata, jak było w przypadku nauczyciela z Częstochowy. Dzięki nim dowiedzieliśmy się, że po drugiej stronie muru, w kraju zniewolonym przez juntę, żyją wolni ludzie, którzy z myślą o nas zrobili akcję – mówi Adam Borowski.

Odbicie Jana Narożniaka

Jak Adam Borowski znalazł się na...
[pozostało do przeczytania 61% tekstu]
Dostęp do artykułów: