28 grudnia 2016

Spektakularny sukces Komitetu Obrony Demokracji w podpoznańskiej Wrześni! „Tak się rodzi dyktatura” oraz „Wolne media” – pod tymi hasłami zorganizowano tam szumnie zapowiadaną manifestację. Żeby było ostro, konfrontacyjnie i rewolucyjnie, manifestacja odbyła się pod siedzibą wrzesińskiego PiS. Szok i przerażenie! Na protest przybyła aż… jedna osoba. Nie pojawiła się natomiast główna organizatorka, która prowadziła wcześniej z wielkim rozmachem kampanię SMS-ową wzywającą do masowego manifestowania. Jak wytłumaczyła, miała „inne zobowiązania”. Może pracowicie przygotowuje samobójczy atak na lokal rządzącej partii?




Września to miasto, o którym pół Europy usłyszało po strajku dzieci wrzesińskich. Zapewne KOD wyszedł więc z założenia, że równie zdecydowanie wystąpi ono w obronie dzieci resortowych. Przypomnijmy jednak, że z tymi dziećmi wrzesińskimi to poszło o to, że nie chciały się one modlić po niemiecku. Tymczasem linia programowa KOD wobec postulatów dzieci wrzesińskich jest złożona. „Po niemiecku”? Jak najbardziej! „Modlić się?” W żadnym wypadku!




Do najbardziej przygnębionych – by nie powiedzieć przybitych – śmiercią demokracji w Polsce posłów PO należy niewątpliwie Andrzej Halicki. Ale mimo owej traumy przed świętami, po opuszczeniu Sejmu, udał się on… na mecz Legii Warszawa. Przypomina to stary dowcip o pewnym wiernym kibicu, który zawsze przychodził na mecze z żoną. Mieli na stałe zarezerwowane dwa krzesełka. Pewnego razu krzesełko żony zostało puste. „Niestety, żona zmarła” – wyjaśnił kolegom. „To nie mogłeś wziąć jakiegoś kumpla na to miejsce?” – zapytali koledzy. „Nie. Wszyscy poszli na pogrzeb żony” – objaśnił wierny kibic. Na tej samej zasadzie Halicki poszedł na mecz mimo śmierci polskiej demokracji.




Na młodej lewicy pojawiły się wreszcie pomysły, jak wrócić do gry! Tymoteusz Kochan przedstawił je na swoim blogu na portalu Lewica.pl: „Realne...
[pozostało do przeczytania 69% tekstu]
Dostęp do artykułów: