Agresja nie kończy się na czołgach

Agresja to nie tylko czołgi, jak niedawno mieliśmy okazję się przekonać. NATO potrzebuje nowych strategii i narzędzi, by móc stawić czoło nowym obliczom agresji - z dr. Davidem Bercusonem, historykiem, ekspertem ds. wojskowości, dyrektorem Centre for Military and Strategic Studies Uniwersytetu Calgary, rozmawia Olga Doleśniak-Harczuk

Kanada została państwem ramowym międzynarodowego batalionu bojowego na Łotwie. Ottawa twierdzi, że to największa militarna akcja Kanady w Europie od zakończenia zimnej wojny. Zgadza się Pan z tym?
Ta kwestia ma niejako potrójny wymiar. Nowy rząd stara się taką narracją przekonać swoich partnerów w NATO, że Pakt Północnoatlantycki wciąż pozostaje najistotniejszym komponentem kanadyjskiej polityki zagranicznej i obronnej. Sama Kanada wspiera w pewnym stopniu, w małym co prawda, ale jednak, budowę odstraszającego potencjału NATO. Natomiast angażując się w bardzo widoczną misję na wschodniej flance, rząd stara się odwrócić uwagę od wyjątkowo niskich nakładów na obronność. Część PKB przeznaczana na obronę jest naprawdę mizerna.

Czego się Pan spodziewał po szczycie NATO w Warszawie?
Większej solidarności państw członkowskich, potwierdzenia celu, jakim ma być przeznaczanie 2 proc. PKB budżetów narodowych na rzecz obronności. Nie spodziewałem się natomiast, by państwa takie jak Niemcy, Francja, Wielka Brytania czy Kanada zadeklarowały faktyczny zamiar zwiększenia tych wydatków.

Wielu ekspertów twierdzi, że był to najważniejszy szczyt od zakończenia zimnej wojny. Co Pan na to?
Trudno powiedzieć. Zobaczymy po owocach, czyli czy deklaracje szczytu przełożą się na dalsze budowanie systemu odstraszania przy jednoczesnym ponowieniu próby znalezienia jakiejś płaszczyzny porozumienia z Rosją, czyli taki program działań odstraszających i deeskalacyjnych w jednym.

Jaki sygnał z Warszawy NATO wysłało Kremlowi?...
[pozostało do przeczytania 14% tekstu]
Dostęp do artykułów: