Ultrasi Putina

Gdy dwa lata temu na Krym i południowo-wschodnią Ukrainę nagle zaczęły wjeżdżać tysiące Rosjan, których zadaniem było prowokowanie zamieszek, udział w demonstracjach, a nawet akty sabotażu i dywersji, mówiło się o nich ironicznie: „turyści Putina”. Dziś znów mamy najazd Rosjan, ale do Francji. Po tym, co pokazali 11 czerwca w Marsylii, możemy mówić o „kibicach Putina”

Do pierwszych starć kibiców doszło na ulicach jeszcze przed pierwszym gwizdkiem. Główne wydarzenia miały jednak miejsce na stadionie. Tuż przed zakończeniem meczu do sektorów zajmowanych przez Anglików wdarli się Rosjanie. Atakowali wszystkich, także osoby starsze, kobiety i dzieci. Zepchnęli Anglików na kraniec sektora i zmuszali do skoków z kilkumetrowej ściany. Francuska ochrona stadionowa i policja były bezradne. Po ostatnim gwizdku starcia przeniosły się na ulice. Rannych zostało ponad 30 osób, w tym kilka ciężko. Później do zamieszek doszło przy okazji kolejnego meczu, tym razem w Lille na północy Francji – ale na dużo mniejszą skalę. Komisja Dyscyplinarna UEFA po zajściach w Marsylii zdyskwalifikowała reprezentację Rosji z mistrzostw Europy, ale jednocześnie zawiesiła wykonanie kary do czasu ewentualnego powtórzenia się chuligańskich zajść na stadionie. W Marsylii aresztowano 20 osób. Wobec 10 z nich wniesiono sprawę do sądu. Ale nie było w tej grupie Rosjan! Nie dali się złapać – przynajmniej nie ci, którzy wiedli prym w pogromie Anglików.
„Organizacja paramilitarna”
Przyjechali samochodami, autobusami i pociągami – unikając szczegółowej kontroli na lotnisku. Okazało się też, że trudno ich zidentyfikować, bo od początku pobytu unikali kamer i starali się ukrywać twarze. Na stadionie i ulicach umykali stróżom prawa, którzy zresztą zauważyli, że najbardziej agresywni Rosjanie bardziej przypominają zawodników MMA niż chuliganów piłkarskich. Detali wskazujących, że była to zaplanowana operacja, jest więcej. Choćby raca, którą wystrzelono z sektora Rosjan. Z...
[pozostało do przeczytania 64% tekstu]
Dostęp do artykułów: