Zaufany prezydent Marszałka

W cerkwi pod wezwaniem Trójcy Świętej rozpoczęło się uroczyste nabożeństwo. W otoczeniu najbliższych oficerów do świątyni wszedł generał-gubernator Josif Władimirowicz Hurko, przygładzając długie wąsy i bokobrody opadające aż na kołnierz i pagony munduru. W jego stronę zbliżyło się dwóch młodych oficerów. Jeden z nich pociągnął za sznureczek i uruchomił zapalnik. Potężna eksplozja zatrzęsła murami świątyni, zaś jeden z dzwonów odlanych z polskich dział po powstaniu listopadowym jęknął głucho i zawisł przekrzywiony. Na posadzce leżało kilkunastu rannych lub zabitych, a wśród nich generał-gubernator, który podniósł jeszcze głowę i popatrzył na martwych zamachowców. „Polacy…” – wyszeptał. Pomyślał z jakąś przedśmiertną satysfakcją o tym, że jeśli tak go nienawidzą w Warszawie, to znaczy, że dobrze służył Jego Cesarskiej Mości. I to była jego ostatnia myśl…

Tak mogłaby wyglądać scena zamachu na generał-gubernatora, jakiego w 1891 r. chcieli dokonać dwaj przyjaciele – Ignacy Mościcki oraz Michał Zieliński. Jednak atak nie doszedł do skutku. Ochrana wpadła na trop spiskowców. Zieliński dokonał próby zamachu, która się nie udała. Został schwytany. Gdy prowadzono go na przesłuchanie, przegryzł ampułkę z cyjankiem. Taką samą ampułkę szykował dla siebie i żony Mościcki, bo gdyby ich złapano, wolał umrzeć tak, niż wisząc na szubienicy, gdzieś na stokach Cytadeli. Na szczęście udało im się uciec za granicę. Po latach tak uzasadniał plany zamachu: „Padł strach na naszych prześladowców, którzy zobaczyli, że stosowane przez nich torturowanie wytwarza mścicieli takich jak Zieliński”. W każdym razie, gdyby zamach się udał, Ignacy Mościcki nie zostałby prezydentem Rzeczypospolitej. Obecnie mija okrągła, 90. rocznica jego wyboru (1 czerwca 1926 r.) i zaprzysiężenia na urząd prezydenta Rzeczypospolitej (4 czerwca 1926 r.).
Najstarszy Piłsudczyk
Wybrano go w ciężkiej atmosferze, po przewrocie majowym, więc z miejsca stał się obiektem ataków i...
[pozostało do przeczytania 81% tekstu]
Dostęp do artykułów: