Dzihadyści czy teatr dla Europy?

We wtorek 12 stycznia br. doszło w Stambule do zamachu. Zginęło 10 osób. Władze tureckie stwierdziły, że za zamachem stoi Państwo Islamskie. Warto więc w tym kontekście przybliżyć sytuację wewnętrzną, jaka panuje obecnie w Turcji, jej relacje z sąsiadami, oraz pokusić się o prognozy dotyczące możliwych kroków Erdoğana i jego partii

Powiedzieć, że relacje Turcji z IS są dwuznaczne, to mało. Ostatnio temat ten wprowadził do europejskiej debaty publicznej Władimir Putin, oskarżając explicite AKP (rządząca obecnie w Turcji formacja) o współpracę z terrorystami z Państwa Islamskiego. Dokładniej, o handel ropą. Cóż, kim jest Putin, wszyscy wiemy, nie znaczy to jednak, że zawsze kłamie. Co jakiś czas udaje się jakiemuś dziennikarzowi zrobić zdjęcie setkom cystern, przybywających do Turcji z terenów zajętych przez IS. Zresztą płacą za to czasem najwyższą cenę – dziennikarka Serena Smith zginęła w bardzo podejrzanym wypadku samochodowym kilka dni po opublikowaniu swoich relacji i nagrań, przedstawiających dowody na przenikanie przez granicę turecką bojowników IS przy akceptacji sił tureckich (warto przypomnieć przy tej okazji, że uważa się Turcję za państwo o bardzo ograniczonej wolności słowa, nagminnie łamanej). 
Casus Kobane
To, o czym mówiła dziennikarka, powtarzają od miesięcy Kurdowie, zarówno tureccy, jak i syryjscy. Jedno jest pewne: gdy latem 2015 r. nastąpił atak Państwa Islamskiego na kurdyjskie Kobane (miasto leżące w Syrii), dżihadyści zaatakowali je od północy – a więc od strony tureckiej. Trudno wyobrazić sobie taki manewr bez pozwolenia najwyższych władz tureckich. Zresztą cel ewentualnego przymierza Turcji i IS jest oczywisty – jest nim zniszczenie Kurdów. Symptomatyczna jest propaganda terroru, jaką posługują się siły tureckie walczące z bojownikami kurdyjskimi na terenie samej Turcji. Pozwalają one operować w miastach, gdzie trwają starcia, grupom paramilitarnym, mówiącym same o sobie jako o rekrutach IS....
[pozostało do przeczytania 59% tekstu]
Dostęp do artykułów: