Afera marszałkowa do wyjaśnienia

Dlaczego afera marszałkowa budziła tak wielkie zainteresowanie Bronisława Komorowskiego? Dlaczego byli w nią zaangażowani czołowi politycy PO i podlegające tej formacji służby specjalne? Dlaczego płk Leszek Tobiasz, główny świadek afery, przekazał tylko część nagrań prokuraturze, i co się stało z pozostałymi taśmami? Na te pytania powinna odpowiedzieć prokuratura w nowym śledztwie dotyczącym roli i skali zaangażowania aparatu państwowego w walkę z członkami komisji weryfikacyjnej WSI, a przede wszystkim jej przewodniczącym – Antonim Macierewiczem

Mowa końcowa sędziego Stanisława Zduna z Sądu Rejonowego dla Warszawy-Woli, wygłoszona 16 grudnia 2015 r. w procesie oskarżonych o płatną protekcję dziennikarza Wojciecha Sumlińskiego oraz byłego żołnierza Wojskowej Służby Wewnętrznej Aleksandra Lichockiego, nie pozostawiła wątpliwości: ta sprawa budziła szczególne zainteresowanie marszałka sejmu Bronisława Komorowskiego, Pawła Grasia oraz szefa ABW Krzysztofa Bondaryka. 
Wojciech Sumliński został przez sąd uniewinniony, w przeciwieństwie do Aleksandra Lichockiego, którego skazano na cztery lata więzienia i prawie 55 tys. zł grzywny oraz pokrycie kosztów procesu. Wyrok jest nieprawomocny – prokuratura już zapowiedziała apelację. 
Sprawa, nazywana „aferą marszałkową” (od ówczesnego marszałka sejmu Bronisława Komorowskiego), zaczęła się jesienią 2005 r. w gabinecie Bronisława Komorowskiego i za jego przyczyną. Miała ona polegać m.in. na oferowaniu zakupu aneksu do raportu z weryfikacji WSI. Informację o rzekomej ofercie przekazał Komorowskiemu płk Leszek Tobiasz – w czasach PRL-u żołnierz Wojskowej Służby Wewnętrznej, a w III RP – Wojskowych Służb Informacyjnych. 
To właśnie za jego przyczyną w grudniu 2007 r. Prokuratura Apelacyjna w Warszawie wszczęła śledztwo „w sprawie ujawnienia pracownikom spółki akcyjnej Agora w bliżej nieustalonym miejscu i czasie, nie później niż w dniu 20 listopada 2007 r., informacji stanowiących...
[pozostało do przeczytania 70% tekstu]
Dostęp do artykułów: