Kurdowie chcą wrócić do swoich domów

REPORTAŻ Z BLISKIEGO WSCHODU \ Strefa Wolnego Słowa wśród uciekinierów z Kobane

„Nie mam zamiaru jechać do Europy. Jest mi wstyd za tych, którzy idą na łatwiznę” – mówi Nihat. Walczył w obronie Kobane, zamieszkanego przez Kurdów miasta na pograniczu syryjsko-tureckim. Dziś strzeże bezpieczeństwa swoich braci w obozie dla uchodźców pod miejscowością Suruc. Zaledwie kilkanaście kilometrów od ich domów, we względnie bezpiecznej Turcji To właśnie m.in. do obozu pod Suruc trafiła pomoc humanitarna, którą staraniem Fundacji Anny Walczyk, Stowarzyszenia „Pokolenie”, ale przede wszystkim osobistemu zaagażowaniu Dawida Wildsteina i tysięcy Polaków udało się zakupić i dostarczyć do Turcji. Wielka ciężarówka, załadowana w tureckim stylu wysoko ponad dach, to upragniony widok w miejscu, gdzie wiele rzędów namiotów i prowizoryczne sanitariaty od miesięcy zastępują dziesiątkom rodzin ich prawdziwy dom. – Większość mieszkańców tych obozów to dzieci. Ich ojcowie walczą bądź zginęli. Dzieci ogromnie cierpią, są najbardziej narażone na braki w wyżywieniu. Udało
     
15%
pozostało do przeczytania: 85%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze