Bliski Wschód - Rewolucyjna fala po Egipcie

Zagrożona amerykańska baza

W pierwszych protestach uczestniczyło nie więcej niż 600–700 osób. Policja łatwo je rozproszyła, śmiertelnie raniąc jednego z demonstrantów. Następnego dnia pogrzeb zabitego przerodził się w wielki antyrządowy pochód z udziałem od 3 tys. do 10 tys. ludzi. Protestujący zajęli główny plac w stolicy i rozstawili na nim namiotowe miasteczko. Przyłączyła się do nich największa szyicka partia polityczna, zawieszając swoją obecność w parlamencie. Próbując zwalczyć kryzys, król wystąpił ze specjalnym orędziem, zapowiadając reformy. Mimo to 17 lutego sięgnął po radykalne środki. W nocy policja uderzyła na obóz opozycji, a armia ogłosiła przejęcie kontroli w stolicy.

Biorąc pod uwagę niewielkie rozmiary państwa (zaledwie 1,2 mln mieszkańców, z czego tylko 600 tys. posiada obywatelstwo), demonstracje grożą obaleniem prozachodniej monarchii. Miałoby to olbrzymie reperkusje dla równowagi militarnej w Zatoce Perskiej. Bahrajn jest bazą amerykańskiej 5. floty wojennej. Jest sojusznikiem Arabii Saudyjskiej. Zdobycie przez szyitów władzy w kraju prawdopodobnie oznaczałoby odwrócenie jego przymierzy i przejście na stronę Iranu.

Kłopoty ajatollahów

Jednakże sam Iran znalazł się w politycznych tarapatach. Odżyły antyrządowe protesty stłumione w ubiegłym roku. 14 lutego opozycja masowo wyszła na ulice Teheranu i kilku innych miast. Skala demonstracji tego dnia nie jest dokładnie znana z powodu blokady mediów. Według rozbieżnych szacunków liczba uczestników wynosiła od 30 tys. do nawet 300 tys. W następnych dniach znacząco spadła, na skutek licznych aresztowań (do 1500 osób).

Jak dotąd Iran wykazuje największą pewność siebie spośród blisko-wschodnich reżimów. Nie tylko nie przejawia woli ustępstw wobec demonstrantów (co próbują czynić pozostałe rządy), ale nawet z ust członków parlamentu padają wezwania do stracenia przywódców opozycji (znajdujących się w areszcie...
[pozostało do przeczytania 61% tekstu]
Dostęp do artykułów: