Wynik wyborów zdecyduje o naszym bezpieczeństwie

Po raz pierwszy od lat rozmowy o bezpieczeństwie w Europie Środkowo-Wschodniej toczą się bez udziału Polski. To naprawdę wcześniej było nie do pomyślenia. Nie zgodziłby się na to ani Aleksander Kwaśniewski, ani oczywiście Lech Kaczyński. Powiem więcej: nikt wcześniej nie wymyśliłby takiej konstrukcji, w której wykluczono by Polskę. Mało tego – dzisiejszy rząd RP i jeszcze urzędujący prezydent nie widzą w tym problemu. Nie protestują. Godzą się, by o bezpieczeństwie naszej części kontynentu decydowali jedynie Niemcy, Francja, Rosja, separatyści i zaatakowana Ukraina. Nawet Białoruś ma wpływ na podejmowane decyzje, a Polska nie. To jest realny stan prowadzonej przez ostatnie lata polityki zagranicznej

Jaka jest pozycja międzynarodowa Polski po około ośmiu  latach rządów Platformy Obywatelskiej?
Słaba, jak na nasze możliwości, a do tego, jeśli chodzi o postrzeganie jej przez polskie społeczeństwo, bardzo zmitologizowana. Rzecz bowiem nie w tym, czy ktoś w ogóle z nami rozmawia, bo oczywiście odbywają się wizyty i rozmowy, ale w tym, że niestety znaleźliśmy się w kategorii państw, z którymi wymienia się tylko poglądy, a nie współdecyduje. Tymczasem propaganda rządu cały czas przekonywała Polaków, że się liczymy na arenie międzynarodowej. Dlatego mówię o zmitologizowaniu. Propagandę sukcesu w kontekście polityki zagranicznej stosunkowo łatwo jest uruchomić i jest ona skuteczna, bo ludzie na co dzień osobiście nie odczuwają jej skutków. Gdy udają się do przychodni czy urzędu, na własnej skórze weryfikują PR obozu władzy dotyczący życia codziennego. „Sukcesów” polskiej dyplomacji w ten sposób nie sprawdzą, bo nie siedzą przy stołach rozmów. Dlatego byle bufon jest w stanie naopowiadać o sobie niestworzone wręcz bajki. 

Polacy w telewizji widzą Donalda Tuska, Elżbietę Bieńkowską w Brukseli i pewnie myślą, że gdyby było z nami tak najgorzej, to by ich  tam nie wzięli.
Owszem, widzą. Tylko...
[pozostało do przeczytania 86% tekstu]
Dostęp do artykułów: