Afera taśmowa w PGNiG

W gazowym gigancie mogło dojść do nielegalnego zarejestrowania rozmów prowadzonych przez przedstawicieli związków zawodowych. Bezprawnie nagrani mieli też zostać funkcyjni pracownicy jednej ze spółek córek – ustaliła „Gazeta Polska”

PGNiG to spółka zaliczana do grona strategicznych z punktu widzenia bezpieczeństwa energetycznego państwa. Mimo to od ponad roku na stanowisku szefa departamentu bezpieczeństwa w PGNiG jest wakat. Zarząd przedsiębiorstwa kierowany przez Mariusza Zawiszę nie potrafi powołać osoby, która odpowiadałaby za ochronę w tej spółce. Tymczasem wewnątrz PGNiG mogło dochodzić do nielegalnego rejestrowania istotnych rozmów prowadzonych przez niektórych pracowników gazowego giganta – ustaliła „Gazeta Polska”. Kto miał zostać nagrany z ukrycia? Przedstawiciele związków zawodowych podczas wewnętrznej narady w przerwie negocjacji z pełnomocnikiem zarządu PGNiG, a także przedstawiciele zarządu i niektórzy pracownicy mającej siedzibę w Lublinie spółki PGNiG Serwis. „GP” ujawnia kulisy afery taśmowej w gazowym przedsiębiorstwie.
„Sprytnie” ukryty dyktafon
Z ustaleń „GP” wynika, że 23 kwietnia br. na biurko prezesa PGNiG trafiło pismo zbulwersowanych przedstawicieli związków zawodowych informujące o nielegalnym nagraniu ich narady ukrytym dyktafonem. Do zdarzenia miało dojść tydzień wcześniej podczas negocjacji toczonych przez związkowców z przedstawicielem zarządu gazowego przedsiębiorstwa.
„W czasie przerwy w negocjacjach, o którą prosiła strona związkowa, okazało się, że nasze wewnętrzne rozmowy są nagrywane na pozostawionym sprytnie wśród dokumentów dyktafonie. To urządzenie nagrywające pozostawił pełnomocnik Zarządu do spraw negocjacji zmian w Zakładowym Układzie Zbiorowym Pracy, Pan z-ca dyr. Tomasz Ziembicki. Przed spotkaniem strona Pracodawcy nie poinformowała i nie uzgodniła z nami faktu, że chce spotkanie nagrywać, taki wymóg jest standardem przy wszystkich negocjacjach. Natomiast samo nagrywanie...
[pozostało do przeczytania 61% tekstu]
Dostęp do artykułów: