Czynnik ludzki

Leciałem parę tygodni temu z grupą biznesmenów do USA. Okazało się, że w czasie międzylądowania spóźniliśmy się na samolot. Musieliśmy zmieniać linie lotnicze. Jeden z towarzyszy podróży wyznał mi, że bardzo chciał byśmy lecieli niemieckimi liniami lotniczymi. „Niemcy są niezwykle solidni i ich samoloty rzadko się psują” – twierdził. Jego zdanie nie było odosobnione. Tak chyba myśli większość Europejczyków.

Po tragedii 150 osób, które zginęły w Alpach, coś musiało się zmienić. Zorientowałem się, że niektóre niemieckie linie zaczęły obniżać ceny, a więc obawiają się reakcji pasażerów. Czy niemieckie samoloty zaczęły psuć się bardziej? Z całą pewnością nie. To więc czego ludzie się boją? Poczuli coś, co często w świecie technokratycznym bagatelizujemy – czynnik ludzki. Niemcy stworzyli doskonałą maszynę organizacyjną, mają najsilniejszą gospodarkę Europy, znani są z perfekcji i porządku. Mają jednak pewien problem.
Spotkałem kiedyś we Włoszech Niemkę, która powiedziała mi, że uciekła ze swojego kraju i teraz choć żyje biedniej, czuje się szczęśliwsza. Kiedy dopytywałem się o przyczynę, pokazała mi na włoskie samochody: „Spójrz one wszystkie są choć trochę poobijane. W Niemczech takie na ulicy trudno znaleźć. Wiesz czemu?” – zapytała. „Bo Włosi mają samochody, żeby z nich korzystać, a dla Niemców pojazd świadczy o pozycji społecznej” – spuentowała. 
Pilot, który rozbił maszynę, bał się utraty swojej pozycji, bał się, że choroba zdegraduje go do poziomu, w którym nie będzie potrafił żyć. System nie przewidział, że to, co powinno zmuszać ludzi do „wyścigu szczurów”, może ich po prostu zniszczyć. 
Co to jest ten czynnik ludzki? Człowiek w swojej istocie jest mieszanką cech zupełnie nieracjonalnych. Bo jak przeliczyć na wskaźniki ekonomiczne dobro albo zło. Ostatecznie za każdą ludzką decyzją kryje się właśnie taki wybór. Gdyby system wymagał od pilota przede wszystkim dobra, nie zabiłby siebie i tylu niewinnych ludzi. Ale...
[pozostało do przeczytania 19% tekstu]
Dostęp do artykułów: