Wojna służb

Ani służby specjalne, ani prokuratura nie wiedzą, kto jest w posiadaniu nagrań rozmów najważniejszych polskich urzędników, dokonywanych w warszawskich restauracjach. Nie mają też pojęcia, ile spotkań zostało faktycznie zarejestrowanych

Od wybuchu afery taśmowej minęło niespełna dziewięć miesięcy. Tymczasem skandal z ujawnionymi przez „Wprost” nielegalnymi nagraniami najważniejszych osób w państwie zatacza coraz szersze kręgi, obnażając niekompetencje instytucji odpowiedzialnych za bezpieczeństwo wewnętrzne państwa. Kilka dni temu „Gazeta Polska Codziennie” ujawniła, że w notesie kelnerów posiadanym przez warszawską prokuraturę prowadzącą śledztwo w sprawie afery taśmowej znajduje się lista około 1100 spotkań, które mogły być nielegalnie zarejestrowane. Wśród nich jest zapisana rozmowa z udziałem prezydenta Bronisława Komorowskiego. Jednak ani prokuratura, ani służby specjalnie nie mają pojęcia, ile spotkań z listy zostało faktycznie zarejestrowanych i kto może być w posiadaniu tych nagrań, nie mówiąc już o tym, co może się na nich znajdować.
Powodem może być fakt, że – jak wynika z ujawnionych przez „Gazetę Wyborczą” informacji – służby zamiast wyjaśniać aferę taśmową, nawzajem się podsłuchiwały, węsząc spisek. – Wybuch afery taśmowej rozpoczął wojnę służb, które z zasady zawsze rywalizowały ze sobą. To, co dzieje się teraz, tylko pogłębia ten konflikt – przyznaje w rozmowie z „GP” wysoki rangą funkcjonariusz jednej ze służb cywilnych. 
Przed wybuchem afery taśmowej osobą „numer jeden” w służbach specjalnych był Bartłomiej Sienkiewicz, szef MSW. Z kolei za „numer dwa” uważano Jacka Cichockiego, jego dobrego kolegę i poprzednika w resorcie spraw wewnętrznym, kierującego kancelarią premiera. 
Gdy Sienkiewicz wprowadził się do gabinetu szefa MSW, w służbach zaczęły następować zmiany. Jednym z pierwszych jego ruchów było doprowadzenie do odwołania ze strategicznych spółek skarbu państwa oficerów służb działających na...
[pozostało do przeczytania 71% tekstu]
Dostęp do artykułów: