Złoty ułan

W Polakach drzemią zasoby twórczej energii, o jakiej na Zachodzie mogą tylko pomarzyć. Wyzbądźmy się kompleksów, skończmy z wewnętrznymi swarami, a Polskę czeka jeszcze świetlana przyszłość w wielu wymiarach – z urodzonym w 1951 r. na emigracji w Londynie Janem Żylińskim, biznesmenem i fundatorem pomnika Chwały Kawalerii Polskiej w Kałuszynie – „Złotego ułana”, inicjatorem i sponsorem wielu przedsięwzięć kulturalnych i patriotycznych, rozmawia Piotr Ferenc-Chudy

Dzisiaj jest Pan biznesmenem dużego formatu. Co zadecydowało w przeszłości o tym, że postanowił Pan studiować historię? I w jakiej szkole? Przecież to humanistyczny kierunek i – powiedzmy otwarcie – dający małe perspektywy na zrobienie dużych pieniędzy…
Dlatego po pierwszym roku studiów opuściłem uczelnię. Była to London School of Economics.

To zdaje się ta sama szkoła, której absolwentem jest m.in. Mick Jagger.
Tak, rzeczywiście, przy czym Jagger uczył się zasadniczego kierunku tej uczelni. Studiował ekonomię. Szkół nie należy kończyć (śmiech). Najbezpieczniejsze pod względem finansowym jest zdobycie fachu hydraulika, ma się wtedy zagwarantowane pieniądze do końca życia, jest się wielkim ekspertem i absolutnym bogiem różnych gospodyń domowych, które przeżywają katastrofy, gdy jakaś rura cieknie, ogrzewanie nie działa czy pralka wysiadła. Tak to bez specjalnej edukacji można mieć przyzwoite pieniądze i na co dzień być zbawicielem. Magistrem być nie trzeba, a wokalista Rolling Stonesów nie pracuje w wyuczonym zawodzie i pod względem finansowym nieźle sobie radzi (śmiech).

Abstrahując od atrakcyjności różnych profesji, będę jednak dociekał, dlaczego wybrał Pan historię?
Dorastałem w domu, w którym była pełna świadomość wagi znajomości historii. Szczególnie historii Polski. Moi rodzice oraz krąg ich najbliższych znajomych osobiście doświadczyli, co Polsce i Polakom zgotowały dzieje w pierwszej połowie ubiegłego wieku. Radość z odzyskania i...
[pozostało do przeczytania 81% tekstu]
Dostęp do artykułów: