Jak wściekły Słupsk wybrał Biedronia

Dodano: 16/12/2014

Po wyborach \ Bunt w mieście, w którym płoną samochody

Mieszkańcy Słupska wyobrażali to sobie tak: wybiorą prezydenta spoza swojego miasta, a ten autokarem przywiezie ze sobą ekipę fachowców, która będzie u nich rządzić. Złość na lokalną sitwę, chęć usunięcia jej za wszelką cenę, przyćmiła w nich wszystkie inne racje i argumenty. Dlatego wybrali Roberta Biedronia Słupsk kilka razy w historii III RP znalazł się na ustach wszystkich. To stąd wywodził się Andrzej Lepper i tu był matecznik Samoobrony. To tu w 1998 r. wybuchły największe w III RP zamieszki po śmierci kibica, które trwały cztery dni i skończyły się zdemolowaniem kilkuset radiowozów. Wreszcie to tu wybory prezydenckie w 2014 r. wygrał Robert Biedroń. W latach komunizmu Słupsk był miastem z olbrzymią szkołą milicyjną, a „Ballada o Janku Wiśniewskim” mówiła o tym, jak w 1970 r. w Gdańsku „krwi się zachciało słupskim bandytom” (tak naprawdę pochodzili oni z całego kraju). – Województwo słupskie w PRL miało najwyższy stopień upartyjnienia, najwięcej procentowo było
     
15%
pozostało do przeczytania: 85%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze