Pułapka demokracji

Gdy ucichnie szum wywołany fałszerstwem wyborczym, a „nasze” i obce media podążą za kolejnymi tematami, gdy upadną projekty opozycji składane w ramach „demokracji parlamentarnej” i chór „niezależnych” publicystów wyrazi swój sprzeciw wobec „aktów niszczenia demokracji”, zostaniemy z pytaniem – co dalej? Pytaniem tak trudnym, a zarazem niebezpiecznym, że nikt nie ma odwagi udzielić nań odpowiedzi lub zastępuje ją demagogicznym bełkotem

bezdekretu.blogspot.com
Czytając ten tekst, będą Państwo w sytuacji lepszej niż autor, który pisząc artykuł, nie zna jeszcze wyników drugiej tury wyborów. Mam jednak prawo sądzić, że nikła frekwencja i kontrolowany przebieg „święta demokracji” sprawią, iż wyniki te nie wniosą nic nowego do obrazu polskiej rzeczywistości i nie wywołają nadmiernego zaskoczenia. 
Podobnie jak zaskakujące nie mogą być wydarzenia z pierwszej tury wyborów, gdy reżim z godną podziwu precyzją przetestował reakcje społeczne i dokonał bezcennych obserwacji o zachowaniu Polaków i sprawności partii opozycyjnej. Nie mogły one zszokować tych, którzy wyciągnęli wnioski z dynamiki tzw. incydentów wyborczych (regularnie rozgrywanych od 2010 r.) i rosnącego poczucia bezkarności reżimowych graczy. Nie były niespodzianką dla tych, którzy śledzili aktywność legislacyjną środowiska belwederskiego i chcieli dostrzec konsekwencje gier przetargowych PKW.
Kryzys czy norma
Suma tych obserwacji musiała prowadzić do konkluzji, że skandale związane z przebiegiem wyborów samorządowych nie były efektem „wadliwego funkcjonowania organów państwa” lub „niewydolności systemu wyborczego”, lecz całkowicie rozmyślną, normatywną praktyką, uwidaczniającą intencję kontynuowania fałszerstwa założycielskiego III RP. W trakcie tych wydarzeń nie mieliśmy do czynienia z „błędem ludzkim”, „kryzysem państwa” bądź „nadzwyczajnym zaburzeniem w ramach demokracji”, lecz z prawidłowością wynikającą z fundamentów dzisiejszej państwowości. 
Antoni...
[pozostało do przeczytania 68% tekstu]
Dostęp do artykułów: