Demokracja limitowana

Co robić? Wziąć udział w II turze wyborów, złożyć protesty w sądach okręgowych, popierać projekty ustaw zmieniające ordynację wyborczą i skracające kadencję sejmików wojewódzkich na wszystkie możliwe sposoby: petycje, podpisy, demonstracje. Jeśli PO–PSL nie ulegnie obywatelskiej presji, pozostają demonstracje – z dr Barbarą Fedyszak-Radziejowską rozmawia Joanna Lichocka

Jak Pani ocenia to, co stało się w związku z wyborami samorządowymi? Z czym mamy do czynienia?
Rozmawiamy w trakcie wciąż trwającej kampanii wyborczej, kilka dni przed drugą turą, w której wybierzemy prezydentów wielu dużych miast. To oznacza, że kandydaci wciąż walczą, a wyborcy za kilka dni zadecydują, komu powierzą zarządzanie swoimi miastami, w tym także stolicą Polski. Jeśli pozostaniemy w domu, niesieni emocjami – oburzeniem, gniewem, zniechęceniem czy biernością ‒ to prezydenta naszego miasta wybiorą ci, którzy wierzą oficjalnym wynikom ogłoszonym przez PKW. Nieobecni nie mają racji, więc w najbliższą niedzielę oddajmy w wyborach swój głos. To świetna okazja, by nie tylko wybrać prezydenta, lecz także w tych miastach, w których rywalizują kandydaci rekomendowani przez PO i PiS, ocenić wiarygodność politycznego środowiska PO, które, z prezydentem Bronisławem Komorowskim na czele, powtarza zużyty, ale wciąż używany motyw: „Wybory? Nic się nie stało. Innego zdania mogą być tylko szaleńcy”.

A stało się?
Owszem, stało się coś bardzo ważnego. Zarówno czas, przebieg oraz sposób liczenia wyników wyborów przez PKW, jak i doniesienia o wielu nieprawidłowościach dochodzące z terenu, w tym procent głosów nieważnych w głosowaniu na radnych sejmików wojewódzkich, pozwalają postawić tezę, że wyniki wyborów samorządowych 2014 budzą poważne wątpliwości, a wyniki do sejmików wojewódzkich są niewiarygodne. To oznacza, że wyborcy mają racjonalne powody i moralne prawo uznać, że wybrane w 2014 r. samorządowe władze (co najmniej...
[pozostało do przeczytania 74% tekstu]
Dostęp do artykułów: