Koń na wzgórzu

Dodano: 15/10/2014 - Nr 42 z 15 października 2014

Polityka historyczna \ Agory pomnik dla bolszewików

Moskale sami zostawiali po sobie pomniki. Nie musimy ich już budować. Te pomniki to kloaczne ślady w rozbebeszonych polskich domach, rozprute książki, spalone meble. A nawet swoiste, modernistyczne „dzieła barbarzyńskiej sztuki” Gdy w 1920 r. Armia Czerwona zbliżała się do Warszawy, Polskę ogarnęło przerażenie. „Zza kordonu wojsk bolszewickich, z okolic zajętych przez armię czerwoną przekradały się wieści piekielne: pożary, grabieże, morderstwa, krwiożercze sądy czerezwyczajki, zabójstwa obywateli miejskich bez sądu, za to jedynie, że są właścicielami większej własności. Mordowanie księży. Pastwienie się nad kobietami. Któż z nas w oczach nie ma tego korowodu dziesiątka tysięcy wozów, ciągnących na Warszawę i za Warszawę, z pod Mińska, z pod Wilna, z pod Grodna, z pod Lidy, Wołkowyska, Pińska, Prużan, Kobrynia, Brześcia, z ziemi Łomżyńskiej, z pod Radzymina! To ludność tych okolic, zamożni i biedacy, uchodzili w trwodze przed strasznym najazdem…” – pisał w „Cudzie
     
8%
pozostało do przeczytania: 92%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze