Podatkowy raj i rządowe piekło

Najwyższa Izba Kontroli, Prokuratura Okręgowa w Warszawie i specjalna komisja kancelarii premiera zajmują się aferą wokół ustawy dotyczącej problemu wyprowadzania kapitału do rajów podatkowych. W grę wchodzi gigantyczna kwota, którą oszacowano nawet na 3,3 mld zł. – Im więcej mamy danych w tej sprawie, tym bardziej wydaje się ona poważna – mówi nam Beata Szydło, wiceprzewodnicząca sejmowej Komisji Finansów

29 sierpnia 2014 r. sejm przyjął ustawę zmieniającą zasady płacenia podatków dochodowych od firm i osób fizycznych. Nowelizacja miała utrudniać płacenie podatków w tzw. rajach podatkowych. Na dochody spółek córek polskich firm ulokowanych w krajach o podatkach znacznie niższych niż w Polsce miał zostać nałożony 19-procentowy podatek. Pod zmianami podpisał się 17 września prezydent Bronisław Komorowski. Aby formalności stało się zadość i ustawa mogła wejść w życie 1 stycznia 2015 r., konieczna była jej publikacja w Monitorze Polskim i Dzienniku Ustaw przed końcem września. Urzędnicy z Rządowego Centrum Legislacji jednak nie zdążyli, w wyniku czego zmiany w ordynacji podatkowej przesunęły się o rok. Zdaniem niektórych ekspertów, budżet państwa straci na tym niedociągnięciu 3,3 mld zł w 2015 r. Po publikacji „Rzeczpospolitej” posłowie szybko załatali dziurę w prawie, umożliwiając planowe wejście ustawy w życie.
Zerowa stawka podatkowa
Gdy wybuchła afera dotycząca ustawy, równolegle w sejmie rozpoczęło się procedowanie nowego projektu budżetu. Mimo że w założeniach nowy podatek miał obowiązywać od przyszłego roku, to żadne wpływy z tego tytułu nie znalazły odzwierciedlenia w budżecie. – Zwrócimy się z pisemnym zapytaniem do ministra finansów Mateusza Szczurka, dlaczego nie ujął on tego przychodu. Przypomnę, że według szacunków jest to niebagatelna kwota 3,3 mld zł. Moim zdaniem miał taki obowiązek, ale z niewiadomych przyczyn tego nie zrobił. Jest to dziwne tym bardziej, że we wrześniu sam zwracał uwagę, iż możliwe jest...
[pozostało do przeczytania 58% tekstu]
Dostęp do artykułów: