Upadek ulubieńca mediów

Cierpkie owoce pracy ks. Lemańskiego Kościół zbiera od wielu lat. W powierzonej mu parafii doprowadził do podziału, który w najostrzejszej fazie groził profanacją świątyni i Najświętszego Sakramentu. Liberalne media uczyniły go aksamitnym męczennikiem „Kościoła otwartego”, wykorzystując go w walce z nauczaniem Kościoła katolickiego

Czy niemądre żarty z biskupa na piwnej imprezie w Jasienicy to wystarczający powód do suspensy? Nawet uprawiane w obliczu kamer przy obowiązującym zakazie medialnym? Śmiem twierdzić, że nie. Gdyby problemy ks. Lemańskiego ograniczały się do jednorazowego wyskoku – skończyłoby się pewnie na ustnym upomnieniu.
Istota sprawy to długotrwały upór, zatwardziałość, brak jakichkolwiek oznak skruchy, brak nadziei na poprawę bez podjęcia bardziej dotkliwych sankcji. Ks. Lemański należy do tego szczególnego typu ludzi, którym szalenie trudno przyjąć krytyczną uwagę na swój temat. Zatrzymać ich destrukcyjne działania można jedynie przeciwstawiając się im w zdecydowany sposób. Łagodną perswazją nic się tu nie wskóra. 
Droga „niepokornego” księdza
Cierpkie owoce pracy ks. Lemańskiego Kościół zbiera od wielu lat. W powierzonej mu parafii doprowadził do podziału, który w najostrzejszej fazie groził profanacją świątyni i Najświętszego Sakramentu. Liberalne media uczyniły go aksamitnym męczennikiem „Kościoła otwartego”, wykorzystując go w walce z nauczaniem Kościoła katolickiego. Jego postępowanie raniło wielu ludzi. Płakali z jego powodu skrzywdzeni parafianie. Do walki z własnym ordynariuszem używał obrzydliwych argumentów godnych propagandy Urbana. Kłamliwą narrację tworzono z użyciem usłużnych mediów, robiąc aluzje do ludobójstwa w Rwandzie, a także wykorzystując Holocaust Żydów podczas niemieckiej okupacji. 
Nie pomagały kolejne rozmowy i napomnienia. Wszystkie decyzje swojego biskupa ks. Lemański podważał i odwoływał się od nich do Watykanu. Kolejne negatywne dla niego pisma ze Stolicy...
[pozostało do przeczytania 58% tekstu]
Dostęp do artykułów: