Być właścicielem swojego kraju

Na polu katastrofy smoleńskiej leży nasza tożsamość. Zrozumiałem to dopiero po katastrofie holenderskiej, widząc domaganie się Holendrów o uszanowanie ciał ofiar, rzetelne śledztwo i osądzenie winnych. To nie ma nic wspólnego z polityką! To podstawowa aktywność obywatelska

Podczas posiedzenia zespołu parlamentarnego Antoniego Macierewicza wspominał Pan premiera Holandii, który dopiero pod presją społeczeństwa stworzył konkretny plan działania po katastrofie boeinga. Powiedział Pan, że premier musiał tak się zachować, bo przecież pracuje dla narodu. W Polsce takie zdanie to abstrakcja. 
Na pewno trudno jest, będąc na stanowisku premiera, przyznać się do błędu. Jeżeli cokolwiek konstruktywnego miałoby wyniknąć z tej strasznej tragedii samolotu linii malezyjskich to to, że Donald Tusk mógłby, poruszony ostatnią katastrofą, zweryfikować swoje wnioski i decyzje, które podjął po Smoleńsku. Spojrzenie z boku na to, jak zachowują się przywódcy innych krajów, powinno pomóc polskiemu premierowi nastawić swoje postępowanie na właściwe tory. Jeśli ma się na uwadze dobro kraju, nigdy nie jest za późno. Życzyłbym Tuskowi, by nie kończył swojego urzędowania jako premier, który nie walczył o interes państwa, o szacunek dla życia ludzkiego, dla wartości, które wyznajemy w Europie. Premier Tusk ma jeszcze szansę zachować się jak przystało na przywódcę kraju europejskiego.

Tymczasem po katastrofie smoleńskiej Polska od razu przyjęła postawę petenta wobec Rosji. Holandia miała odwagę walczyć o swoje interesy. 
I widzimy na przykładzie Holandii, że nie trzeba być dużym krajem, żeby zachować się przyzwoicie. Choć jak pamiętamy, w pierwszym tygodniu po katastrofie boeinga władze Holandii kierowały się względami ekonomicznymi, a nie szacunkiem do ludzi, którzy polegli pod Donieckiem. To było dla mnie bardzo przykre. Dopiero pod presją obywateli rząd zmienił postawę. Holendrzy zaczęli się emocjonować i...
[pozostało do przeczytania 58% tekstu]
Dostęp do artykułów: