Szok, czyli klęska niespodziewana

Stan wojenny opóźnił demokratyzację Polski. Jednak agonia PRL, podobnie jak europejskiego komunizmu, okazała się nieuchronna. Nie pomógł nawet manewr z „podzieleniem się odpowiedzialnością”, czemu miał służyć tzw. Okrągły Stół. 4 czerwca 1989 r., w nie w pełni demokratycznych wyborach, Polacy zdecydowanie odrzucili komunizm

Stan wojenny przerwał trwający w Polsce „solidarnościowy karnawał”. Jak stwierdził jego główny architekt Wojciech Jaruzelski: „13 grudnia dokonany został akt historycznej miary. Używając przenośni, tę jedną noc i dzień porównać można jako odpowiednik współczesnej syntezy dokonań, jakie w obronie władzy ludowej podejmowano w ciągu kilku lat po wojnie […]. Zniweczone zostały plany kontrrewolucji odnoszące się nie tylko do naszego kraju, ale i do całej wspólnoty socjalistycznej, plany ugodzenia w ZSRR. Broniąc Polski i socjalizmu, dokonaliśmy powinności o internacjonalistycznej wymowie i znaczeniu. Odczuliśmy to, przyjmując wyrazy uznania w trakcie wizyt u naszych przyjaciół”. Te słowa trzeba przypominać szczególnie dziś.

Od „mniejszego zła” do mniejszego zła
Jednak, jak się później okazało, sukces był jedynie krótkotrwały. Były gratulacje, ordery od towarzyszy radzieckich, jednak stan wojenny nie rozwiązał problemów Polski. Nie został wykorzystany np. do zreformowania gospodarki PRL. Cóż, Jaruzelski to nie Pinochet, a nawet nie Kadar… Te zaniedbania szybko się zresztą zemściły. To właśnie chyląca się ku upadkowi gospodarka, a nie siła opozycji, doprowadziła do porozumienia z jej częścią, uznaną przez przywódców PRL za konstruktywną. Ekipa Jaruzelskiego pod koniec lat 80. miała do wyboru przeprowadzanie reform oznaczających gwałtowny i głęboki spadek poziomu życia albo dalsze trwanie i czekanie na katastrofę. Ta pierwsza opcja groziła wybuchem społecznym, druga odsuwała go jedynie w czasie. Na pomoc w utrzymaniu władzy towarzyszy radzieckich nie można już było liczyć, rozpoczynały się...
[pozostało do przeczytania 83% tekstu]
Dostęp do artykułów: