Ostatni taki wynik PO

Przy niskiej frekwencji i maksymalnej mobilizacji własnego elektoratu Donald Tusk odniósł prawdopodobnie ostatnie – symboliczne – zwycięstwo nad PiS. Jeśli w tych wyborach stać go tylko na remis, w następnych może czekać już klęska

PO zdobyła nieco ponad 24 tys. głosów więcej niż PiS –  to w skali kraju kropla w morzu. Wyniki wyborów do PE okazały się więc faktycznym remisem. Oba ugrupowania zdobyły tyle samo mandatów. Dla PO jednak oznacza to stratę ponad jednej piątej z dotychczas posiadanych miejsc w Parlamencie Europejskim.

Wybory niestandardowe
Sondaże sprzed kilku miesięcy rozbudziły apetyty polityków PiS i nadzieje elektoratu partii Jarosława Kaczyńskiego. Można było usłyszeć nawet bajania, że opozycja w cuglach wygra wyścig o mandaty w Parlamencie Europejskim. Rozkład sympatii wyborczych mierzonych przez pracownie w kontekście wyborów parlamentarnych przenoszono na wybory europejskie. Bo warto pamiętać, że nie tylko retoryka rządu w sprawie Ukrainy wpłynęła na zmianę słupków poparcia – i wzrost notowań PO – przedstawianych przez sondażownie. Zmiana wynikała także z tego, że pytano o preferencje wyborcze tylko tych, którzy zadeklarowali, że do wyborów pójdą. Zapominano o specyfice tych wyborów – niskiej frekwencji. Że głosuje mniej więcej połowa tych, którzy idą do urn, gdy są wybory do sejmu. I że w tej połowie zazwyczaj więcej niż zwykle jest tzw. europejskich wyborców – głosujących od lat na PO i SLD. Zapomniano też o powodach niskiej frekwencji – o przeświadczeniu wyborców o niedużym, raczej symbolicznym znaczeniu PE. A także o tym, że retoryka „europejska” „Gazety Wyborczej” i postkomunistycznej elity skutecznie odebrała prounijnym hasłom atrakcyjność w oczach patriotycznego elektoratu. Udało się bowiem zawłaszczyć „europejskość” dla wartości lewicowych, skojarzyć z rewolucją kulturową, gender i postmodernistycznym relatywizmem spod znaku prof. Baumana. Dlatego po entuzjazmie wobec Unii...
[pozostało do przeczytania 77% tekstu]
Dostęp do artykułów: