Mafia grała w ping-ponga w Pałacu Prezydenckim

Sponsorowaliśmy kampanie wyborcze, dawaliśmy pieniądze politykom. Wtedy takie były czasy, że dawało się pieniądze pod stołem, bez żadnych pokwitowań, a oni tych pieniędzy nigdzie nie wykazywali – z Jarosławem Sokołowskim ps. Masa, najsłynniejszym świadkiem koronnym w Polsce, rozmawia Dorota Kania

Był Pan udziałowcem spółki „Zielone Bingo”. Z informacji policji wynika, że jednym z inwestorów był biznesmen Wiktor Kubiak. Czy to prawda?
Oczywiście.

Czy był on cichym udziałowcem?
No, tam była większość cichych udziałowców. Być może dlatego, że nie chcieli się z nami  identyfikować, bo w zarządzie byliśmy też ja i Kiełbiński (Wojciech Kiełbiński, słynny gangster z grupy pruszkowskiej, zastrzelony 19 lutego 1996 r. w Pruszkowie – red.). W „Zielonym Bingo” miała być m.in. Danuta Wałęsa, która miała związki ze Stanisławem M. („królem spirytusu”, właścicielem gdańskiego kasyna – red.), a Staszek był udziałowcem naszej spółki.

Znał Pan Lecha Wałęsę w czasie jego prezydentury?
Chodziliśmy z chłopakami z grupy grać w ping-ponga do Pałacu Prezydenckiego, mieliśmy zaprzyjaźnionych BOR-owików. Ani Wałęsa, ani Mietek Wachowski nie przeszkadzali nam w grze.

Gdzie spotykał się Pan i Pana koledzy z „Pruszkowa” z Wiktorem Kubiakiem?
W hotelu Marriott w Warszawie. Czasem w biurze, w którym urzędował, najczęściej jednak w amerykańskiej restauracji, która mieściła się na pierwszym piętrze hotelu.

O czym rozmawialiście?
O różnych sprawach. Proszę wziąć pod uwagę, że minęło 25 lat i wszystkich szczegółów nie pamiętam. Głównie rozmawialiśmy o pieniądzach. Wiktor mówił na przykład, że dawał pieniądze na kampanie wyborcze, że dawał politykom. Nie miał oporu, żeby ich sponsorować, zresztą, kręciło się obok niego sporo ludzi ze świata polityki.

Pamięta Pan, kto przychodził do Wiktora Kubiaka...
[pozostało do przeczytania 67% tekstu]
Dostęp do artykułów: