Propaganda zamiast narzędzia

Trójkąt Weimarski, czyli struktura obejmująca Niemcy, Francję i Polskę, to przykład dobrego, całkowicie zmarnowanego pomysłu. A raczej zmarnowanego – z polskiego punktu widzenia. Berlin i Paryż, pozorując działania w tej martwej de facto strukturze, robią swoje, czyli „odfajkowują” wciągnięcie Polski do wspólnej paraorganizacji politycznej, a jednocześnie robią wszystko, aby struktura owa nie działała

Słusznie wieszając psy na Trójkącie Weimarskim, którego sam nazywałem częstokroć Trójkątem Bermudzkim, trzeba powiedzieć jednocześnie, że sam zamysł planu, w którym dwa największe kontynentalne państwa Unii Europejskiej wraz z największym państwem nowej Unii, a jednocześnie liderem polityczno-demograficznym naszej części Europy, podejmują wspólne działania, teoretycznie przeorientowując Europę na Wschód – to przecież rzecz słuszna i cenna. Rzecz w tym, że w politycznej praktyce efektywne szczyty weimarskie, odbywające się od wielkiego święta, to jedynie atrapa współpracy w trójkącie Warszawa−Berlin–Paryż. Trójkącie, który wszak mógłby mieć znaczenie organizujące unijną aktywność na niemałym obszarze UE.
Obecnie Trójkąt Weimarski, niezależnie od liczby cygar wypalonych przez szefów MSZ RFN, III RP i Republiki Francuskiej, istnieje chyba głównie po to, aby sojusz niemiecko-francuski mógł kontrolować czy przynajmniej pozycjonować aktywność Warszawy. A może raczej brak tej aktywności.

Berlińska chochla i słowiańska łyżeczka
To charakterystyczne, że Trójkąt Weimarski ożywia się głównie wtedy – z inicjatywy Paryża i Berlina – gdy następują nieśmiałe próby większej integracji w ramach Grupy Wyszehradzkiej. To ważny sygnał, bo i Niemcy, i Francja faktycznie boją się głębszej integracji Polski, Czech, Słowacji i Węgier, nie chcą bliższej współpracy, zwłaszcza politycznej, Warszawy, Budapesztu, Pragi, Bratysławy. Wręcz tę współpracę odradzają. Pierwsi w tym zniechęcaniu krajów naszego regionu Europy do...
[pozostało do przeczytania 63% tekstu]
Dostęp do artykułów: