Święty Pokutnik

„Najmocniej poruszało mnie za każdym razem to wielkie skupienie się na męce i śmierci Chrystusa, na przeżywaniu każdej stacji” – z Adamem Bujakiem, fotografem Jana Pawła II, rozmawia Filip Rdesiński

Ukazał się Pana najnowszy album „Via Crucis – Święty Jan Paweł II. Rozważania Drogi Krzyżowej”. Znajdują się w nim zdjęcia z prywatnej Drogi Krzyżowej Ojca Świętego z 1987 r. Są to bardzo osobiste i wzruszające sceny. Jak udało się Panu wykonać te fotografie?
To było dla mnie wielkie wydarzenie; moja pierwsza Droga Krzyżowa w Koloseum z Janem Paweł II. Rok 1987. Wychodząc z nieznanej pielgrzymom i turystom kaplicy w Koloseum Ojciec Święty zwrócił się nagle do mnie i powiedział, że widział, jak dużo zdjęć zostało tu dzisiaj zrobionych… A ja przecież nie zauważyłem, żeby choć na moment na mnie popatrzył – kiedy to spostrzegł? Papież poszedł dalej, by przy poszczególnych stacjach przeżywać Mękę Chrystusa. Wtenczas powiedziałem do ks. Dziwisza: „Ja mam jeszcze jedno marzenie…”. A on popatrzył na mnie, od razu zrozumiał i kazał mi zadzwonić nazajutrz wcześnie rano. Zadzwoniłem więc raniutko w Wielką Sobotę i usłyszałem: „Proszę natychmiast przychodzić”. Czekał na mnie już na Dziedzińcu św. Damazego, wsiedliśmy do niewielkiej, drewnianej windy. Jedziemy, jedziemy i nagle otwierają się drzwi, błysnęło ostre światło słoneczne. Byliśmy na dachu Pałacu Apostolskiego (Ojciec św. odprawiał tam zwykle prywatne nabożeństwo Drogi Krzyżowej – przyp. red.). W głębi majaczyła sylwetka Ojca Świętego. Ks. Dziwisz po prostu zostawił mnie z Janem Pawłem II na jakieś półtorej godziny. To przeżywanie Męki Chrystusa prywatnie, zupełnie samotnie, przez Ojca Świętego… To coś niezapomnianego. Z leżącego w dole Rzymu nie dochodził prawie żaden hałas aut, choć to przecież bardzo ruchliwe miasto. I wreszcie po brewiarzu – rozmowa z Ojcem Świętym. Z taką nostalgią mówił o Krakowie, prosił, żebym Mu troszeczkę opowiedział o mieście, o znajomych, zanim...
[pozostało do przeczytania 41% tekstu]
Dostęp do artykułów: